Tydzień prezentów w Zack Roman - codziennie 20% rabatu na jedną wybraną kategorię! Obserwuj nasz profil na FB oraz nasz sklep!

Zapisz się do newslettera!

Sherlock Holmes – niemodny trendsetter

Marzec 18, 2015
22 komentarze

Klasyczny wizerunek sławnego detektywa jest powszechnie znany. Czy zastanawiamy się jednak, co nam mówi ubiór Holmesa? Albo o czym świadczą modyfikacje jego wizerunku, proponowane przez współczesnych filmowców? Prześledźmy najważniejsze wcielenia Sherlocka. (Autor: Łukasz Łoziński)

Zgodnie z metodą detektywa z Baker Street zaczniemy od uporządkowania faktów. Skąd właściwie wiemy, jak ten pierwszy, źródłowy Holmes wyglądał? Paradoksalnie człowiek, który go wymyślił – sir Arthur Conan Doyle – bynajmniej nie miał decydującego wpływu na to, co identyfikujemy jako klasyczny wizerunek Sherlocka. Owszem, w opowiadaniach znajdują się uwagi o powierzchowności detektywa – wiemy na przykład, że miał wydatny nos i pociągłą twarz, był raczej smukłej budowy. O ubiorze głównego bohatera Doyle pisze jednak niewiele, a przecież to dzięki czapce i płaszczowi od razu wiemy: na obrazku jest Sherlock.

Book Illustration Depicting Sherlock Holmes and Dr. Watson in a Train Cabin

Ilustracja Sidneya Pageta do opowiadania Srebrna Gwiazda – 1892 r.

Nasze wyobrażenia o Holmesie ukształtował przede wszystkim angielski plastyk Sidney Paget, który dla magazynu „Strand” przez lata przygotowywał rysunki do kolejnych opowiadań Doyle’a. W jednym z tekstów – należącym do trzeciego już cyklu o detektywie – pojawia się wzmianka, że główny bohater nosi spuszczone na uszy podróżne nakrycie głowy. Paget narysował więc detektywa w deerstalker. Odtąd ta myśliwska czapka – jak nazwa wskazuje, kojarzona głównie z tropieniem jeleni – stała się atrybutem łowcy przestępców. Tym samym podkreślony został charakter Holmesa, dla którego praca detektywa jest nie tylko formą służby społecznej, ale też podniecającą i niebezpieczną rozrywką, podobną do polowania.

2

Ilustracja Sidneya Pageta do opowiadania Krzywousty – 1891 r.

Na tym wkład Pageta w kształtowanie wizerunku Holmesa się nie kończy. Doyle parę razy wspomina ogólnikowo, że Sherlock nosi ulster coat, czyli niezbyt dopasowane, komfortowe okrycie o wydatnym kołnierzu. Tego typu nieformalny płaszcz występował w mnóstwie wariantów. Paget ubiera detektywa w ulstery bardzo długie, sięgające kostki. W ten sposób Holmes upodabnia się do bohaterów mrocznego nurtu romantyzmu, niepogodzonych z losem i podszytych szaleństwem. Sherlock, zazwyczaj chłodny i opanowany, bywa też wybuchowy i agresywny, a czasem znika na całe dni w palarni opium. Często przecenia się racjonalizm detektywa – w jego praktyce śledczej żelazna logika stale współdziała z intuicją. Długi płaszcz sugeruje, że pełen sprzeczności umysł bohatera pozostanie dla nas nieprzenikniony. Ten sam chwyt stosowali twórcy kina noir, ubierając detektywów w powłóczyste trencze i właśnie ulstery.

3

Basil Rathbone (Holmes) i Nigel Bruce (Watson) w filmie Przygody Sherlocka Holmesa – 1939 r.

Wizerunek detektywa noszącego deerstalker i ulster lub inverness cape coat (szkocki płaszcz z obszerną peleryną dodatkowo okrywającą ramiona i plecy) został spopularyzowany przez Hollywood. W latach 1939-1946 miało premierę aż czternaście pełnometrażowych filmów z brytyjskim aktorem Basilem Rathbonem w roli głównej. To właśnie on dla kilku pokoleń był podstawowym wcieleniem Sherlocka i niewątpliwie jego kreacja z pierwszych części serii utrwaliła obraz detektywa preferującego styl o charakterze wiejskim – grube wełniane tkaniny w odcieniach szarości i brązu, o dość wyrazistych wzorach – pepita, windowpane, kratka księcia Walii.

4

Basil Rathbone w nowocześniejszym płaszczu i wygodnym kapeluszu w filmie Pogoń do Algieru – 1945 r.

Rathbone jako Sherlock nosi się w ten sposób nie tylko na wietrznych wrzosowiskach, ale także w Londynie. To czyni go często underdressed – strój głównego bohatera nie zawsze odpowiada elegancji klientów czy nawet współpracowników, jak Watson i Lestrade. W ten sposób Holmes kreowany przez Rathbone’a zaznacza swój dystans wobec konwenansów panujących w jego klasie społecznej, ale też zapewnia sobie większą swobodę działania – nieraz zapuszcza się przecież w ciemne dzielnice, gdzie wszyscy noszą zgrzebne ubrania o burej barwie. Gdyby Sherlock poszedł tam w formalnym stroju, za bardzo by się wyróżniał.

5

Jeremy Brett w jednym z odcinków serii Przygody Sherlocka Holmesa – połowa lat 80.

Zarówno opowiadania, jak ilustracje Pageta pozwalają jednak twierdzić, że Holmes nosił również stroje właściwsze jego pozycji społecznej. Jeremy Brett – który w serii filmów wyprodukowanej przez telewizję Granada (1984-1994) stworzył najbardziej pogłębioną kreację Sherlocka – przeważnie ma na sobie ciemny i prosty ubiór formalny, wykonany ze szlachetnych tkanin wełnianych.

W mieście zazwyczaj jest to typowy zestaw wiktoriański, złożony ze sztuczkowych spodni, sięgającej wysoko pod szyję kamizelki i jednorzędowego surduta (frock coat). Zważywszy, że akcja pierwszych przygód Holmesa ma miejsce w latach osiemdziesiątych XIX wieku – kiedy coraz większą popularność zyskiwał dynamizujący sylwetkę żakiet (morning coat) – można uznać ten strój za konserwatywny. Urozmaiceniem jest wąska muszka. Ten dodatek upowszechnił się właśnie w epoce wiktoriańskiej, ale zazwyczaj występował w szerszym wariancie. Oczywiście na wsi Sherlock grany przez Bretta nosi strój nieformalny, czyli trzyczęściowy szary garnitur, podobny do współczesnego, choć marynarka jest wysoko zapinana na cztery guziki. Ten ubiór uzupełnia sportowy kapelusz lub deerstalker, ale wykonany z bardziej stonowanej tkaniny niż dziadkowa pepita Rathbone’a.

6

Ostatnia zagadka – 1985 r.

Do niedawna to właśnie Brett władał wyobraźnią fanów Holmesa, ale w 2009 i 2011 roku pojawiły się dwa filmy Guya Ritchiego z Robertem Downeyem Jr. w roli głównej. Od początku było jasne, że mamy do czynienia z diametralną zmianą – Holmesem został 44-letni Amerykanin (Brett miał 51 podczas kręcenia pierwszego odcinka z serii), na dodatek niższy i bardziej krępy od większości aktorów wcielających się w detektywa z Baker Street. Tę różnicę dodatkowo podkreślały niezbyt dopasowane kroje noszonych przez Downeya ubrań.

7

Jude Law (Watson) i Robert Downey Jr. (Holmes) w filmie Sherlock Holmes – 2009 r.

A były to rzeczy ekstrawaganckie jak na angielskiego gentlemana z końca XIX wieku – Holmes w nowym wcieleniu nosi luźne spodnie i kontrastujące z ciemnymi surdutami wzorzyste kamizelki. Zazwyczaj rozpina je u góry albo wybiera fasony odkrywające sporą część koszuli, co zdecydowanie odmładza wizerunek detektywa. Całości dopełnia plastron (ascot tie), noszony poniżej kołnierza, jak krawat, lub wystający z rozpiętej koszuli, jak fular. Zwracają też uwagę ozdobne hafty na jednym z surdutów. Wizerunek dandysa i nonszalanta pasuje do kreowanego przez Downeya detektywa-zabijaki. Trzeba przyznać, że filmy Ritchiego są fenomenalnie zrealizowane i trzymają w napięciu, ale chyba za bardzo przypominają Szklaną Pułapkę. Znacznie więcej w nich efektownych pogoni i potyczek niż procesu myślenia.

8

Plakat promujący drugą część przygód Holmesa w reżyserii Guya Ritchiego – 2011 r.

Oba czynniki udało się połączyć twórcom serialu BBC, który zdobył ogromną popularność. Sherlock przeniesiony do XXI wieku wciąga widzów dzięki świetnemu scenariuszowi i grze aktorskiej. Wcielający się w detektywa Benedict Cumberbatch jest równie tajemniczy i intrygujący, co pierwowzór, ale jego stroje wydają się bardziej monotonne niż te z ilustracji Pageta. Zazwyczaj oscylują wokół czerni i grafitu i pod tym względem współczesny Holmes przypomina wersję Bretta, noszącego się zgodnie z wiktoriańską zasadą umiarkowania.

9

Martin Freeman (Watson) i Benedict Cumberbatch (Holmes) w serialu BBC

Charakterystycznymi elementami stroju nowego Sherlocka są ciemne koszule satynowe (przeważnie marki Dolce & Gabbana, jak zdradziła magazynowi „GQ” Sarah Arthur, zajmująca się na planie kostiumami), oraz mocno dopasowane garnitury o wyjątkowo wąskich klapach (Spencer Hart z Savile Row). Holmes grany przez Cumberbatcha nie nosi krawata ani innych dodatków pod szyją, poza delikatnym szalikiem wełnianym. Znakiem rozpoznawczym jest oczywiście wełniany płaszcz (firmy Belstaff) – niezbyt gruby, dwurzędowy ulster o chropawej powierzchni, z czerwonym obszyciem butonierki. Całość daje wrażenie konsekwencji i dobrego smaku, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że ubiór ma dla bohatera znaczenie trzeciorzędne. No a deerstalker? Powraca w serialu wyłącznie jako rodzaj żartu, kiedy Sherlock pokazuje się dziennikarzom.

10

Sherlock podczas konferencji prasowej

Wizerunek Holmesa ukształtował nasze wyobrażenia o tym, jak powinien wyglądać prawdziwy detektyw – do dziś długi płaszcz często funkcjonuje jako atrybut filmowych tropicieli złoczyńców. Z drugiej strony deerstalker wywołuje tak silne skojarzenia z Sherlockiem, że każdy, kto chciałby założyć tę czapkę poza wyprawą na polowanie, musi się liczyć z docinkami: chyba nie szukasz tu psa Baskerville’ów? Pokryty patyną wizerunek detektywa wyraźnie stanowi problem dla współczesnych filmowców – próbując dodać swoim bohaterom ikry, na różne sposoby uciekają przed utrwalonym przez wielu aktorów obrazem gentlemana w tweedach (to nie tylko Rathbone, ale też Peter Cushing, Peter O’Toole i inni). Z drugiej strony minimalistyczne zestawy noszone przez Cumberbatcha po trosze nawiązują do klasycznego sposobu rozumienia elegancji. Tradycyjny wizerunek Holmesa okazuje się więc zarówno niewygodnym bagażem, jak inspiracją – i to nie tylko dla twórców filmowych, ale też dandysów i projektantów mody.

Chciałbym zwrócić Waszą uwagę, że autorem wpisu jest Łukasz Łoziński – polonista i antropolog kultury. Łukasz jest erudytą, o ciekawym piórze, a także pasjonatem klasycznej elegancji. Mam nadzieję, że esej o słynnym detektywie przypadł Wam do gustu i czytaliście go, tak jak ja, z prawdziwą przyjemnością. Roman

22 komentarze

Podobne wpisy

W szponach groteski

W poważnym magazynie pojawia się „wywiad” ze stylistą i historykiem ubioru. Niemal każde zdanie brzmi dziwnie znajomo, zupełnie jakby napisało się je samemu. Czy to sen, czy może skecz Monty Pythona?

Whisky w garniturze

Whisky Grant’s używa ciekawej dla nas narracji w swojej kampanii reklamowej w RPA,  gdzie ważne miejsce zajmuje szycie na miarę u krawca. Analiza przypadku wykorzystania krawiectwa ...

Nie przegap żadnego wpisu! Zapisz się na newsletter e-mail
  • Stasiek_T

    Bardzo drobna poprawka do jednego z kończących zdań: wizerunek detektywa jest pokryty patyną (czyli w przenośni: stary, archaiczny) a nie pateną (to naczynie liturgiczne). Pozdrawiam.

    • TimPrice

      Czego wymagasz od polonisty

      • Łukasz Łoziński

        Szkolny błąd – szkolny żart. Należało się. Proszę docenić, że nie przykryłem Holmesa paterą, a niewiele brakowało.

        • TimPrice

          ;)

    • Łukasz Łoziński

      Taka wpadka w pierwszym wpisie… ale już poprawiłem, dziękuję i pozdrawiam!

  • bardzo przyjemna lektura, dzięki!

    • Łukasz Łoziński

      Proszę bardzo, mam nadzieję, że jeszcze wiele razy się tu spotkamy.

  • Górnoślązak

    Holmes nie był ani elegantem, ani abnegatem. Watson wspomina w którymś opowiadaniu(niestety nie pamiętam w którym), że Holmes ubiera się dobrze i o ubiór oraz higienę raczej dba, bo dzięki temu wzbudza zaufanie ludzi dzięki czemu łatwiej prowadzić mu śledztwa, zdobyć zaufanie świadków i klientów. Pamiętać trzeba, wizerunek Holmesa może być niespójny i różnić się nieco w zależności od opowiadania, ponieważ Arthur Conan Doyle nie przykładał wagi do szczegółów i raz pisał, że Watson był ranny w nogę innym razem, że w rękę, raz żona Watsona jest sierotą kiedy indziej wyjeżdża do matki i doktor może pomóc przyjacielowi w śledztwie. Tak na marginesie dodam, że dla mnie Jeremy Brett to zdecydowanie Holmes numer jeden, wymiata.

    • Łukasz Łoziński

      Ja bym powiedział, że bywał zarówno elegantem, jak abnegatem. Mówi się o nim czasem jako o osobowości typu borderline i jest w tym trochę racji, bo faktycznie popadał w skrajności. Pytanie tylko, czy człowieka dochowującego (przynajmniej czasami) wyśrubowanych zasad dress code’u wiktoriańskiego nazwie Pan elegantem czy jedynie ubranym poprawnie.

      • Górnoślązak

        Miano eleganta zostawię jednak dla Herculesa Poirota, bardziej sobie zasłużył i na pewno bardziej by mu na tym zależało.

        • Łukasz Łoziński

          Tak myślałem, że tak Pan to widzi. Dla mnie Poirot to już dandys ze skłonnością do ekscentryzmu. Inna sprawa, że Holmes też dokonuje ekscentrycznych wyborów, koronnym przykładem jest deerstalker.

  • Bartosz

    Mama nadzieję, że nie będzie niestosownym podzielić się linkiem do, w mojej ocenie, najlepszej ekranizacji przygód Holmesa

    https://www.youtube.com/watch?v=is60QXXlHSc&spfreload=10

  • Ser_Metafizyczny

    Zabrakło mi w omówieniu wzmianki o „Elementary”. Szkoda, to byłaby ciekawa przeciwwaga do Sherlocka z BBC.

    • Łukasz Łoziński

      Obawiałem się, że wyczerpię cierpliwość czytelników – wpis jest i tak długi, musiałem pominąć nie tylko wiele nowych produkcji, ale też choćby kreację Wasilija Liwanowa z lat 70. i 80., przez starszych widzów wspominaną z rozrzewnieniem. A jakie Ser Metafizyczny ma zdanie o stylu Sherlocka z Elementary? Miller nie ma w sobie androgynizmu Cumberbatcha, ale ubiór obu wcieleń nie jest chyba radykalnie różny. Wciąż mamy raczej ciemne, stonowane stylizacje, kontrolowaną niedbałość, wycieczki w stronę elegancji, ale niemal zawsze bez krawata.

  • Tomasz Helbik

    Przyjemnie się czytało.
    Pozostając w konwencji eleganckich strojów męskich i tropicieli przestępców ciekaw byłbym podobnego studium dotyczącego innej słynnej postaci detektywa-dandysa Herkulesa Poirota (moja ulubiona postać detektywa i zarazem eleganta). Myślę, że byłby on doskonałym materiałem na podobny esej.

    Pozdrawiam

    • Łukasz Łoziński

      Poirot – faktycznie, to jest temat, ale z tym detektywem nie miałem niestety styczności od dzieciństwa, więc musiałbym się niemal od początku zorientować. Może za jakiś czas.

      • Tomasz Helbik

        Polecam przyjrzeć się w szczególności kreacji Davida Sucheta w serialu z lat 1989-2013. Według mnie jest to najlepszy odtwórca roli sławnego detektywa z powieści Agathy Christie.
        Pozdrawiam

        • Łukasz Łoziński

          No właśnie, oglądałem go w weekendy z rodzicami!

  • „Holmes kiwnął głową i zniknął w sypialni, skąd po pięciu minutach wyszedł, odziany w tweedowy garnitur, wyglądając szacownie jak zwykle” („Skandal w Bohemii”, tłum. Marta Domagalska, wyd. Rea 2012).
    Wydawało mi się też, że w „Psie Baskervillów”, ukrywając się na wzgórzach, miał jakiś podniszczony tweed, ale nie umiem teraz tego znaleźć.

    A z tym siedzeniem i myśleniem to przesada. Z opowiadań najlepiej zapamiętałem „weź rewolwer, Watsonie” albo „czy wziąłeś rewolwer?” ;-)

    • Łukasz Łoziński

      Ja też nie umiem teraz znaleźć wzmianki u Doyle’a, ale na pewno filmowe wersje Psa Baskerville’ów (zwłaszcza te z Cushingiem i Brettem) to istna rewia tweedów i mody weekendowej w ogóle. Druga sprawa – nie opisywałem Holmesa jako prowadzącego siedzący tryb życia. Rzecz w tym, że dla mnie kluczowy jest tu proces myślenia, którego wprawdzie nie poznajemy bezpośrednio, bo narrator nie relacjonuje, co się dzieje w głowie detektywa, ale widzimy, że coś stale buzuje – nerwowe gesty, zawzięta gra na skrzypcach, chodzenie po pokoju… To intelekt wyróżnia Holmesa na tle bohaterów kina sensacyjnego, więc kreacja Downeya Jr. trochę mnie rozczarowała.

      • Nie tak dawno przeczytałem „wszystko” o S.H. („Księga wszystkich dokonań”) i odniosłem wrażenie, że nie było to bardzo odległe: bijatyki, zamachy, ogólne pranie się.
        Ale to bardzo obszerne rzeczy są, Doyle pisał to przez dłuuuuuuuuugie lata, różnie też jest to tłumaczone na polski (podczytałem np. tłumaczenie na polski sprzed ok. 100 lat), wszystko mogło się zmieniać.

  • bardzo fajny artykuł. A Sherlocka lubię literacko, chętnie wrzucę na blogu przekierowanie do tego tekstu.