Walter z pewną dozą niepewności przekroczył próg zakładu krawieckiego. Po wejściu trafił bezpośrednio na korytarz, po którego obu stronach były drzwi. Zza prawych drzwi wyłonił się nagle krawiec w starszym wieku, który łypnął na Waltera. Pan w jakiej sprawie? – zapytał. Chciałbym obstalować marynarkę i spodnie – odrzekł Walter. Krawiec się uśmiechnął, przedstawił: Jestem Orciuch, Czesław Orciuch i zaprosił do pokoju obok. Ukazał się duży pokój ze staromodnym dywanem, tapczanem, manekinem i lustrem. Pelargonie stały spokojnie w doniczkach na parapecie. Zimowe promienie, jeszcze słabego słońca wpadały nieśmiało przez okno. Po przełamaniu pierwszych lodów, panowie rozpoczęli długą dyskusję na temat uszycia marynarki i spodni.
Szycie na miarę oznacza, że garnitur został uszyty po zebraniu miary na kliencie. Powinien być uszyty od początku do końca w jednym zakładzie, a osoba zbierająca miarę winna także brać udział w dalszym cyklu produkcji garnituru. W szyciu na miarę (ang. bespoke) jesteśmy tylko ograniczeni naszą wyobraźnią i możliwościami krawca. Krawiec bierze miarę, tworzy wykrój (w droższych zakładach zajmuje się tym krojczy), a następnie przystępuje do właściwego etapu szycia. W czasie całego procesu mamy dwie lub trzy przymiarki, umożliwiające skorygowanie marynarki i jej lepsze dopasowanie do ciała.
Przekraczając próg nowego zakładu krawieckiego, zawsze czuję dość dużą obawę i onieśmielenie. Czy przypadniemy sobie do gustu? Czy się polubimy? Ja jestem tylko pasjonatem tematu, a krawiec to przecież fachowiec. Pierwsze spotkanie to wybadanie siebie. Wtedy bardziej niż na umiejętności krawca, patrzę na jego osobę. Zadaję pytanie, czy dobrze mi się będzie z nim współpracowało przy moim projekcie? Posiadam hobbystyczną wiedzę na temat garniturów i marynarek, a na etapie planowania zamówienia spędzam czas na lekturze zagranicznych forum oraz przeglądam obrazki z Apparel Arts w poszukiwaniu inspiracji. Odrobienie lekcji domowej, przed wizytą u krawca, daje dużą satysfakcję. Krawiec wie, że ma do czynienia z osobą zafascynowaną tematem i często gwarantuje to inną usługę, a czasem nawet większą satysfakcję z szycia dla samego krawca. Możesz ustalić szerokość klap, kieszenie z patkami lub bez, liczbę guzików, wysokość kozerki, taliowanie, obszycie butonierki oraz wiele innych rzeczy, o których napiszę w następnych wpisach.
Podstawową zaletą garnituru na miarę, oprócz doskonałego dopasowania, jest zastosowanie płótna na etapie tworzenia marynarki. Używając terminologii samochodowej, to, co widzimy na zewnątrz garnituru to karoseria, ale to, co kryje się wewnątrz to tapicerka, fotele i podwozie. Ono decyduje o komforcie i trwałości marynarki. Marynarki sklepowe są najczęściej podklejone na fizelinie. Fizelina nie przepuszcza powietrza, co czyni z garnituru zbroję. Marynarka szyta na płótnie lub włosiance oddycha. Dzięki temu jest bardziej komfortowa i jest szczególnie zalecana w mocno ocieplanych pomieszczeniach. Marynarka na płótnie jest trudniejsza do uszycia, tu klapy i kołnierz są ręcznie pikowane. Dzięki temu klapy nigdy nie wywiną się na zewnątrz, kołnierz zachowa swój pierwotny kształt, a marynarkę można będzie nosić nawet kilkadziesiąt lat. Oczywiście przy założeniu, że marynarki będziemy rotować, a nie chodzić w jednej codziennie. Kołnierz na zdjęciu poniżej jest wykonany na płótnie, ale stebnowanie jest maszynowe (zob. komentarze).
Na osobną wzmiankę zasługuje wybór tkaniny. W zakładach z wyższej półki możesz wybrać tkaninę na garnitur z próbników lub rzadziej z dostępnych belek materiałów. W większości mniejszych zakładów o tkaninę musisz postarać się sam. W Warszawie jest kilka ciekawych sklepów z tkaninami, choć ich asortyment o zawrót głowy nie przyprawia. Dużo jest w nich tkanin z Bielska, o których krążą skrajne opinie. Uważam, że są porządnej jakości, ale w porównaniu z najlepszymi angielskimi materiałami wypadają nie najlepiej. W przypadku tkanin ciężko jest obejść relacje cena – jakość. Dzięki Internetowi możemy na szczęście zamawiać angielskie materiały, doskonale sprawdzające się w naszym klimacie. Poszukiwanie odpowiedniej tkaniny to cały rytuał, o którym napiszę oddzielnie. Słaba, nieprzyjemna, źle dobrana tkanina potrafi zniszczyć całą przyjemność z obstalowania garnituru na miarę.
Dzięki forum o klasycznej męskiej elegancji http://www.forum.bespoke.pl/ dotarłem do kilku krawców w Warszawie i Łodzi, którzy szyją za bardzo przystępne ceny. Jedną z idei bloga jest dotarcie do rzemieślników starej daty, których praca daje rewelacyjne efekty, a przy płaceniu klient nie zarzuca sobie próżności. Chciałbym przekonać sceptyków, że jednak warto, a skorzystanie z usług takiego krawca jest świetnym rozwiązaniem, szczególnie na początku przygody z krawiectwem miarowym.
Jedną z myśli przewodnich Szarmant.pl jest udokumentowanie i przedstawienie pracy rzemieślników starej daty, często już zapomnianych. Będą to wpisy, portrety, a czasem nawet krótkie filmy o ostatnich Mohikanach, bo wraz z nimi odejdzie świat starego przedwojennego krawiectwa miarowego, dostępnego dla każdego i nastąpi era luksusowego bespoke dla majętnych.
Fot. Maciej Cioch i Sylwia Zaczkiewicz
PS Na zdjęciach, oprócz autora, jest także jego krawiec, Pan Czesław Orciuch z Wesołej k. Warszawy (Tel: 22 773 52 24). O tym fantastycznym krawcu osobny wpis w przygotowaniu. Marynarkę tweedową z trzech pierwszych zdjęć odbieram już jutro.






Witaj Walter,
metafizyka jest meta, bez wątpienia. Uczestniczenie i współtworzenie doskonałego w zamyśle produktu przy udziale fachowca musi być ekscytujący.
Jednocześnie pokazałeś, że słowo bespoke to nie klucz-wytrych i patent na sukces. Występuje tutaj kilka ważnych elementów i każdy z nich może przesądzić o powodzeniu, lub nie:
- klient i jego oczekiwania, wymagania, wiedza czego chce,
- krawiec i jego doświadczenie, oraz umiejętności,
- tkanina (nie napisałeś), jako jeden wg mnie z wyjątkowo ważnych czynników,
- platforma porozumienia.
Na końcu samoakceptacja finalnego produktu. Gdy będziemy się w nim czuć źle, będzie wyglądać źle, bez względu na cały poprzedni proces.
pozdr.Vslv
Vislav,
Bardzo słuszna uwaga odnośnie tkanin. Aktualizowałem wpis, bo rzeczywiście wybór tkaniny jest równie ważną częscią metafizyki szycia na miarę. Mam w głowie osobny wpis o nich, stąd przeoczenie. Dziękuję za uwagi!
Rzeczywiście bespoke to nie jest patent na sukces. Uzależnia to kilka wymienionych przez nas czynników. Nie należy też oczekiwać cudów.Szycie na miarę to przede wszystkim pewien lifestyle
No cóż, dla mnie tekstylia to jest podstawowy warunek wyboru dowolnych elementów garderoby. Nigdy nic nie kupuję zdalnie.
Najpierw muszę pogłaskać, pomiąć i zobaczyć czy to jest to.
Prawdę mówiąc pierwszą selekcję mógłbym spokojnie robić w ciemnościach.
Przede wszystkim jestem fanem różnego rodzaju wełnianych tkanin i dzianin, oraz filców. Dla mnie to jest absolutna podstawa.
Oczywiście mam bawełny, lny, jedwabie, rayony i różne w znacznie, znacznie mniejszej ilości inne wynalazki.
Nic jednak nie zastąpi wełny zarówno od strony ciała, jak i na zewnątrz. Dobre wełniane tkaniny pięknie się układają, również mają piękne kolory często nieosiągalne w przypadku lnu, a nawet bawełny.
Zresztą mam grupę krwi "0", czyli jestem urodzonym koczownikiem zimnych obszarów. Mieszkam na nadmorskiej wyspie, a morze i szmatki w tradycyjnym wydaniu to przede wszystkim wełna.
pozdr.Vslv
Szycie na miarę to przede wszystkim pewien lifestyle, tak jak częsta wędrówka po SH
Prawdę mówiąc poszukuję tego samego, tylko po innych ścieżkach.
Ponadto lubię zmienność w strojach, codziennie inny. Bazując na bespoke w małej prowincjonalnej mieścinie nie miałbym żadnych szans na realizację tego co lubię.
Kiedyś odstręczały mnie SH, zresztą poziom był przaśny i często ograniczał się do worków na podłodze podrzędnego pomieszczenia. Od ładnych paru lat jest inaczej.
pozdr.Vsl;v
Jak wcześniej pisałem lubię czasem zajrzeć do SH i nie należę do grupy betonowej na bespoke.pl . Asortyment w SH czasem przyprawia o zawrót głowy. Ceny też, oczywiście in plus. Zdarzyło mi się widzieć garnitury bespoke z Saville Row w warszawskich sklepach z używaną odzieżą, ale nie był to mój rozmiar
Ja mam chyba więcej szczęścia w takim razie:
70's perełka Hardy Amies tailored by Hepworths dokładniejszy opis w komentarzach.
Trochę odeszliśmy od tematu, jednak właśnie ten garnitur, chociaż nie bespoke dla mnie, jest przykładem perfekcyjnego kroju, dobrych tkanin i właściwego efektu.
Faktycznie świetny garnitur. Zwracają uwagę bardzo wysokie ramiona (high shoulders). Hardy Amies to legenda. Jego ABC of Men's Fashion z 1964 roku to chyba najważniejsza książka jaką przeczytałem w temacie mody i elegancji.
PS Temat SH zostawmy już na inny wpis, bo odchodzimy za bardzo od tematu
Tak to prawda, za bardzo odeszliśmy. Jednak w bespoke mam raczej mniejsze doświadczenia.
Jak na razie to był płaszcz z oficerskiego sukna i piękny dwurzędowy trzyczęściowy garnitur z szarej oryginalnej angielskiej wełny ładnych parę lat temu.
Leżało to perfekcyjnie i w tym zestawie czułem się naprawdę elegancko. Sam proces tworzenia rzeczywiście ekscytujący, jak w twoim opisie i to czekanie na kolejne przymiarki
To jest lifestyle bez wątpienia.
pozdr.Vslv
Sensu stricte od strony technicznej szycia, to mam bardzo skromną wiedzę, więc na więcej szczegółów w tej materii, niż w tym wpisie, się na razie nie zdobędę. Właśnie z kołnierzem mam mały problem, bo odstawał przy odbiorze. Zobaczymy jak będzie po poprawce. Krawiec zarzekał się, że klapy są ręcznie pikowane. Co do kołnierza, to nic nie mówił. Tutaj zdjęcie z pierwszej przymiarki. Niestety ze względu na jakość zdjęcia (sam robiłem), nie mogę opublikować go na blogu, ale jest ważne dla dyskusji.
http://img200.imageshack.us/img200/407/pierwszapr…
Rodzimi krawcy starej daty na pewno stosują pewne wybiegi na skróty (cena jest stosunkowo niska), ale tylko fachowcy je dostrzegą. 100% bespoke w rozumienie Saville Row to na pewno nie jest. Stąd myślę czy nie rozróżnić szycia na miarę od bespoke. To jest jednak inny rodzaj usługi. A jeśli nie, to jak nazwać usługi takich rodzimych krawców pół-bespoke? MTM, pasowane nie wydaje mi się tu pasować.
Witaj
Usmialem sie z "wojny"o zastrzezenie slowa "bespoke"dla SR. Gratuluje zdecydowania w demaskowaniu glebokiego kryzysu prawodawstwa w karajach europejskich. Swiadczy o nim dobitnie sam fakt przyjecia wniosku, przeczacego zasadom logiki.
Z tego tez powodu zaluje, ze nie wygraliscie.
Upieczony przeze mnie placek wkladam do lodowki. Jest on zatem "z lodowki". Czy moglbym zastrzec sobie to okreslenie?
Pozdrawiam
gccg
Oczywiscie … wystarczylo dodac jakiekolwiek slowo do "bespoke"
Jezeli nikt tego wczesniej nie zrobil, to zawsze warto sprobowac. Ale z marynarka – jako taka – to z pewnoscia sie nie uda . Marynarka …to : dziedzictwo kulturowe ludzkosci":D …. chociaz z drugiej strony nie dalbym sobie za to glowy odciac. Natomiast gdybys opatentowal jakis jej (powszechnie uzywany) szczegol … jakis element np. kieszen szyta nie prosto, tylko skosnie … kieszen na poszetke pod skosem, jakis element konstrukcji marynarki …czy cos w tym rodzaju… Byc moze jest to godne zastanowienia? Wiesz … mnie samego ciekawi jak to dziala w praktyce prawnej … pogadam z kolezanka, ktora "bawi sie" w prawnikowanie i
dam ci znac, co ona o tym sadzi
Tak mi do lba przyszlo …Patent …to na cos, co sam wymysliles …zastrzezenia zas praw autorkich, to co innego. Jestes znanym krawcem i zalozmy, ze zaczynasz szyc kieszen na poszetki nie prosta, nie pod skosem … ale jako rodzaj niezbyt spiczastej piramidki, odwroconej czubkiem w dol (mam na wysli tylko gorna czesc kieszeni). Mogl by to calkiem nie glupio wygladac przy marynarkach wcietych w talii. Zastrzegasz sobie to jako kieszen PP.
Jezeli udaloby Ci sie w to ubrac kogos znanego, byc moze staloby sie to zrodlem dochodow
O klapy możesz być spokojny, na pewno są pikowane ręcznie. Widać to na zdjęciu z pierwszej przymiarki (szwy układają się w charakterystyczną jodełkę). Maszynowo pikowane klapy widać tutaj http://img638.imageshack.us/img638/6378/obraz006l… (zdjęcie z postu MrVintage na forum bespoke.pl)
Pozdrawiam
Ernestson
Dziś ja odebrałem. Z tego co pamiętam, to do miary był tylko canvas na kołnierzu. Wyczuwam pod klapami pikowanie, szwu widocznego nie ma pod spodem. Kołnierz jest na płótnie, a zamiast filcu jest na nim podszewka (cupro) i stebnowanie maszynowe. Jeśli chodzi o kołnierz marynarki to jest lepiej, przy dużych kołnierzykach jest dobrze, ale przy mniejszych ściśle nie przylega. Krawiec mówił, że to ze względu na ciężki materiał tweedowy. Zdjęcia postaram się zrobić jak najszybciej, ale to uzależniam od dostępności fotografów.
Po swej wizycie u krawca Walter stwierdzil m.in. , ze "… wraz z nimi (rzemieslnikami starej daty) odejdzie świat starego przedwojennego krawiectwa miarowego, dostępnego dla każdego i nastąpi era luksusowego bespoke dla majętnych".
Zastanawiam sie, czy to co powiedzial Walter jest prawdziwe a jezeli tak, to na ile prawdziwe?
Prawdziwie "bespoke" (dokladnie omowione z klientem i wedlug jego ideii uszyte) raczej nigdy (przed wojna rowniez) nie bylo tanie i stanowilo domene bynajmniej nie przecietnego Kowalskiego utrzymujacego z trudem zone i gromadke – wiecznie glodnych – dzieci. Szycie zas miarowe bylo najzwyklejsza koniecznoscia z braku jakiejkolwiek alternatywy. Masowa produkcja odziezy wyparla je bezpowrotnie oferujac produkt o wielw tanszy i czasem podobnej (a moze i wyzszej) jakosci.
Nalezy na to spojrzec – jak sadze – w kontekscie relacji cenowych oraz ilosci posiadanego odzienia. To, co pisze pochodzi z mego (holenderskiego) podworka i opiera sie na wspomnieniach ludzi (nie bogatych ale i nie biednych) zyjacych w przyslowiowej wiosce X przed wojna.
Pryslowiowy pan Janssen posiadal dwa garnitury – jeden niedzielny czyli koscielny i jeden codzienny gorszej jakosci. Poza tym byl wlascicielem kilku par spodni (na palcach jednej reki policzyc by je zdolal a byly to glownie przerobki spodni … uprzednio wlasnosci kogos innego z rodziny ) oraz paru koszul (czesc z "drugiej – rodzinnej – reki")
Owe dwa garnitury, ktore posiadal musialy mu sluzyc przez dlugie lata. Ile garniturow mogl zamowic na miare nasz Janssen w ciagu swego zycia … cztery …piec…to chyba gora. Nasladujac przedwojenna oszczednosc, brak luksusu etc. wspolczesny Janssen tez bylby w stanie zamowic w ciagu swego zycia cztery czy piec garniturow i to calkowicie bespoke u jakiegokolwiek krawca na swiecie.
Dostepnosc garnituru na miare szytego przed wojna porownalbym raczej (odnosnie jego finansowania) z dostepnoscia tanszego samochodu (moze uzywanego) obecnie.
Ciekawe jaka była relacja ceny garnituru (u różnych krawców) do zaboków przeciętnego robotnika przemysłowgo, nauczyciela, czy w końcu urzędnika, u nas w Polsce przed II ws.
Nie dotyczy to Polski ale mówi się (tzw. goldbugs) o uncji złota za dobry garnitur.
"A long-standing rule of thumb among gold enthusiasts is that an ounce of gold should equal the cost of one high-quality man's suit. (A fund manager I know in London argues that this goes back to ancient Rome, when an ounce of gold allegedly was enough to purchase a top-of-the-line toga.)".
http://online.wsj.com/article/SB10001424052970203…
Myślę że te informacje są gdzieś dostępne. Trzeba by pogrzebać w archiwach i pamiętnikach. Walter miał na myśli raczej tych krawców ze średniej półki, którzy robią semi-bespoke. P. Czesław m.in powiedział że ja jestem pierwszym klientem jakiego pamięta, który prosił o otwarte, jak się wyraził „przedwojenne dziurki” w rękawach marynarki
Oni odchodzą, bo dla nich raczej nie ma miejsca we współczesnej rzeczywistości. Krawiectwo miarowe będzie szło w stronę usług klasy premium. Nie znam żadnego młodego krawca, który by szył za stosunkowo małe pieniądze tak jak nasi ulubieńcy z forum. Zresztą gdybym był młodym, zdolnym krawcem w wieku 20 lat, to pewnie też wyruszyłbym na Row.
Zdobyłem kilka ciekawych nazwisk u kogo p. Czesław uczył się zawodu zaraz po wojnie i niestety już żadnego z nich nie ma w Warszawie. Planuje o tym wpis, więc spokojnie podam je w swoim czasie
W Anglii ta kontynuacja była i jest. U nas to tylko Turbasa i Zaremba to znane domy krawieckie z długą tradycją kilku-pokoleniową
A jak było przed wojną? Na pewno był podział na krawców z niższej półki, średniej i najwyższej. Tak jak jest teraz z markami ubrań. Świetlana przyszłość czeka tych z najwyższej półki, dla reszty nie ma chyba racji bytu. Walter właśnie takich rzemieślników będzie dokumentować, bo co po nich zostanie jak nie będzie kontynuacji ich pracy?
to ja z niecierpliwością czekam na te opowieści o przedstawicielach ginących zawodów. kto się jeszcze pojawi oprócz krawca? szewc, co robi buty na miarę? hafciarka od wyszywania aplikacji?
też kiedyś szyłam u krawcowej. niezapomniane przeżycie! a jeszcze wcześniej, w szarych komunistycznych czasach, szyła mi mama i babcia. wtedy takie ubrania to był niezły lans!:-)
Witam Ciebie na blogu,
,
Szwec i kapelusznik na pewno się pojawią. Nie będziesz rozczarowana! W Warszawie jest jeszcze wielu takich rzemieślników.
Teraz to wróciło, w pewnych kręgach niezły lans to szycie u krawca.
Przed wojną inna była wartość ubrania. Ubrania były szyte na lata. Normalną praktyką było cerowanie i łatanie ubrań (dotyczyło to też zamożnych domów). Później w czasie wojny, warto zwrócić uwagę choćby na pamiętniki, ubranie obok jedzenia stanowiło największą wartość. Ludzie kupowali też gotowe rzeczy, ale niektóre z nich jak buty Bata miały fatalną opinię (co zresztą mnie nie dziwi, dzisiaj to też tandeta). Moi dziadkowie szyli na miarę. Galanterię kupowali gotową. Jedynie ojciec mojej matki ubierał się w gotowe rzeczy u braci Jabłkowskich, ale to była też pewna manifestacja z jego strony.
W tym kontekscie przeraza mnie jedna mysl … przeciez owi faceci posiadajacy dwa garnitury, cztery koszule i dwie pary spodni tez sie pocili, brudzili … etc.
Gdyby to jeszcze portki bawelniany byly, to moznaby to wyprac … ale co robic z welna? Jak jest mozliwe bycie najzwyczajniej czystym przy tak znikomej ilosci ciuchow?
Lektura książek sprzed wojny pozwala sądzić, że codziennie nie brało się kąpieli lub prysznica. Tylko najbogatszych było stać na czyste, białe, odpinane kołnierzyki i utrzymywanie higeny na najwyższym poziomie. Jeszcze w dwudziestoleciu zdarzało się, że ścieki płynęły rynsztokiem. Nowoczesny system kanalizacyjny w Warszawie wprowadzona w 1881 roku, a do 1939 roku skanalizowano 75% warszawskich domów. Ledwie 70 lat temu 1/4 domów i kamienic w Warszawie, była więc bez kanalizacji. Można tylko sobie wyobrazić jakie zapachy latem musiały się tam unosić. Kwestia czystych ubrań była więc drugorzędna w tym kontekście i dotyczyła przede wszystkim wyższych warstw społecznych. Jednym z ulubionych kolorów przedwojennej warstwy robotniczej był brązowy, bo nie widać było na nim brudu.
Ale też należy pamiętać, że jak ktoś chciał to mógł pójść do łaźni. Było ich dużo. Mężczyźni chodzili raz w tygodni strzyc się do fryzjera. A czasami częściej, żeby się golić. Za dezodorant do stóp uchodziła formalina (parę kropel) z wodą (miska, moczenie stóp, skutecznie do dzisiaj dezodoranty zawierają formalinę), etc. W jednej misce też się można umyć.
Wiele osób mieszkało w sublokatorskich pokojach (dotyczyło to też np. dziennikarzy i urzędników). A Warszawa była kompletnie innym miastem niż cokolwiek z nie zostało po wojnie. Ale czytałem o Paryżu, dopiero w latach 60. wprowadzono tam wiele udogodnień cywilizacyjnych, stare kamienice nie miały ich czasami jeszcze na początku lat 70.
Witam serdecznie
Pan Czesław to świetny krawiec, sam u niego szyłem garnitur. U mnie był duży problem z doborem garnituru bo mam szerokie barki, ale w tym czuję się idealnie. Pan Czesław to świetny krawiec, opowiadał mi nawet o moim dziadku, że u niego szył swoje wszystkie garnitury w bardzo dawnych czasach.
Jest przemiłym profesjonalistą i moim sąsiadem:)
Ja osobiście nie znam się aż tak dobrze na garniturach, ale to strona chyba to zmieni.
Pozdrawiam
Witam serdecznie nowego czytelnika,
Panie Kieres ,
Jak wygląda w Pana marynarce dopasowanie kołnierza? Czy po zapięciu ostatniego guzika w koszuli kołnierz marynarki ściśle przylega do koszuli czy też unosi się i odstaje?
Witam
W obecnej chwili trudno mi to określić, bo wczoraj oddałem marynarkę do lekkiego zwężenia na brzuchu. Ale wydaję mi się, że wszystko jest dobrze zrobione, wcięta talia idealnie przylegająca do ciała itd. Poprawiam ją bo albo ja nie zwróciłem uwagi albo już potrzebowałem garnitur bo miałem wesele siostry, nie pamiętam. Robiłem go w tamtym roku.
Wreszcie czuję się swobodnie w marynarce bo w normalnych
( sklepowych) miałem ograniczenie ruchu w ramionach. Spodnie idealnie dopasowane, po prostu super.
Prawda jest taka, że szycie na miarę powoli zanika. W sklepie, w którym kupowałem materiał facet powiedział, że już mu ledwo od pierwszego do pierwszego starcza i myśli o zamknięciu sklepu. Ludzie chyba nie zdają sobie sprawy o tym, że uszycie garnituru na miarę to jest koszt dobrego w sklepie, ale efekt i odczucie nieporównywalne. Ja zapłaciłem za swój z tego co pamiętam ponad 1100 zł razem z materiałem, co prawda dla mnie była inna cena bo jak to Pan Czesław powiedział ze łzami w oczach, że to już 3 pokolenie mojej rodziny do niego przychodzi:)
I przypominam, że nie jestem znawcą tematu więc proszę o wyrozumiałość. I polecam szycie na miarę…..coś niesamowitego:):)
W piątek odbieram marynarkę to zwrócę uwagę na kołnierzyk.
pozdrawiam
Dziękuję za odpowiedź. Proszę zwrócić uwagę na kołnierz marynarki oraz klatkę piersiową. Mi się wydaję, że moja marynarka jednak zbyt obszerna w klacie. Proszę koniecznie zajrzeć na Szarmanta i napisać jakie ma Pan wrażenia po odbiorze.
Zgadzam się. Szycie na miarę to wspaniałe doświadczenie. Mityczne wieszakowe sylwetki nie istnieją. Noszenie garnituru uszytego na miarę to jest właśnie to. Można zrozumieć, czemu Panowie kiedyś tak chętnie w nich chodzili. Teraz unikają jak ognia, ale zazwyczaj są za duże, z fatalnego materiału i źle dopasowane. Zupełnie mnie nie dziwi niechęć mężczyzn do garniturów w wydaniu wieszakowym, ale gdyby poszli do krawca…
Witam ponownie
Właśnie odebrałem marynarkę od Pana Czesława. Leży teraz pięknie:) Kołnierz marynarki przylega do koszuli.
Rozmawiałem z Panem Czesławem i miło Pana wspomina.
No i powiedział, że ma pełne ręce roboty do września. Ma bardzo dużo zamówień na garnitury, przede wszystkim ślubne. Nawet ktoś jest chyba z zagranicy, krakowa, białegostoku. Skomentował to jako powrócenie do łask szycia na miarę:) Więc może się myliliśmy w poprzedniej konwersacji.
Pozdrawiam
Super! Gratulacje!
Mam prośbę. Może przesłałby mi Pan prywatnie zdjęcia, bo chciałbym zobaczyć jak się garnitur prezentuje na żywo. email: walter[at]szarmant.pl
A czy jest Panu bądź Gościom znany krawiec męski w Poznaniu? Zanim utonę w poszukiwaniach internetowych, chętnie podpytam i tutaj, może ktoś zna? Póki co mam za sobą poszukiwania w starych dzielnicach Poznania metodą per pedes
Ale niestety bezskuteczne. Jest mi potrzebny, żeby nauczyć się szyć męską odzież
Pozdrawiam, Dominika
Poznań to było kiedyś zagłębie krawieckie. Mówiono o poznańskiej szkole szycia. Krupa i Rzeszutko na Łąkowej, bądź Andrzej Nieszczesny na Saperskiej. Proszę do nich zajrzeć i popytać. Krupa & Rzeszutko to pracownia krawiecka z najwyższej półki założona w 1926 roku. Bardzo mnie cieszy Pani inicjatywa. Myślę, że nie powinno być problemu.
Dziękuję za informacje. Jak powrócę z wojaży do Poznania, to odwiedzę podane miejsca. Pozdrawiam, Dominika
Bardzo się cieszę, że trafiłam na Twojego bloga! Pozdrawiam, Candy
Witam naukę rzemiosła rozpoczęłam w 1988roku u Mistrza Krawiectwa ciężkiego .Męska marynarka na miarę to za każdym razem wyjątkowa podróż w indywidualnym kierunku ,mam na myśli każdy człowiek ma inna sylwetkę .
Proces twórczy to niezwykle ciekawa praca, skrojone płótna przodów w których klapy pikowałam ręcznie, kołnierz na łączeniu z klapą zszywany ręcznie, kołnierz na spodzie podszywany ręcznie, kieszonka'piersiówka' jej boki szyte ręcznie, rękawy po wcześniejszym przygotowaniu wstawione , muszą się układać w odpowiednim kierunku, a w końcowym etapie wykończenia ,dziurki dziergane ręcznie ,cała podszewka tj,pachy, przody ,dół i rękawy na dole obszywałam ręcznie.Na koniec delikatne prasowanie ,bo marynarka od początku jest prasowana i na końcu to czysta kosmetyka,Pamiętam kiedy mój nauczyciel mawiał; męska marynarka na flizelinie to damski żakiet. To fakt ,Pozdrawiam.