Autor opisuje wyłaniającą się subkulturę dandysów, elegantów i szarmantów zebraną wokół forum o męskiej klasycznej elegancji www.bespoke.pl . Wraz z zanikiem męskiej, klasycznej elegancji w życiu codziennym, mężczyźni ubierający się w tym stylu znaleźli się na peryferiach głównego systemu kulturowego. Nieświadomie i niezamierzenie stworzyli subkulturę elegantów wyróżniającą się specyficznymi cechami, zachowaniami i poglądami takimi jak: dystans do kultury dominującej, odrzucenie części wartości dominujących w społeczeństwie, stworzenie własnych wzorów zachowań, podkreślanie odrębności poprzez język (żargon) i charakterystyczny wygląd. Jakie są atrybuty tej grupy? Do jakiego światopoglądu się odwołują? Czy się buntują przeciw kapitalizmowi? Czy nakłanianie kogoś na ubieranie się elegancko to innymi słowy próba rekrutacji do subkultury? O tym i wielu innych aspektach subkultury elegantów przeczytasz poniżej w artykule mocno auto-etnograficznym.
Najpierw zdefiniujmy pojęcie subkultura (z łaciny sub – pod + cultura – uprawa, kształcenie), inaczej podkultura. Terminem subkultura określa się grupę społeczną i jej kulturę będącą częścią większego systemu kulturowego. Antropolog kulturowy Aleksander Posern Zieliński w Słowniku etnologicznym podaje definicję subkultury, jako „względnie autonomicznego segmentu w ramach głównego, samodzielnego i jednolitego systemu kulturowego. Segment ten dzieli z nadrzędną kulturą wspólne, podstawowe wartości i normy, ale manifestuje swoją odrębność przez własne specyficzne treści. Obejmują one tylko pewne sfery życia społecznego. Wartości i normy subkultury regulują postępowanie jej członków, integrują grupę, dają jej poczucie odrębności i służą identyfikacji”. Subkultura wyróżnia się specyficznymi cechami, takimi jak: integralność, dystans do kultury dominującej, odrzucenie części wartości dominujących w społeczeństwie, stworzenie własnych wzorów zachowań, podkreślanie odrębności poprzez język (żargon) i charakterystyczny wygląd.
Zacznijmy dyskusję nad elegantami od ostatniej cechy wyróżniającej, czyli charakterystycznego wyglądu. Jesteśmy (szarmanci i eleganci) określoną grupą społeczną, a naszą subkulturę opisuje sposób ubierania się. Na tle społeczeństwa wyróżniamy się przede wszystkim w sytuacjach nieformalnych. Atrybut współczesnego eleganta to zestaw kombinowany (marynarka i spodnie z innego materiału – najlepiej bawełniane chinos), krawat, poszetka, koszula, kolorowe skarpety oraz skórzane obuwie. Przechadzając się wczoraj ulicami Warszawy (Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście), nie widziałem nikogo tak ubranego… dopóki nie spotkałem jednego z użytkowników forum o męskiej klasycznej elegancji www.bespoke.pl. Na ulicy oczywiście byli mężczyźni ubrani w garnitury, ale widać było po nich, że oni muszą się w nie ubierać i nie czują się w nich komfortowo. Ciemne, ciężkie garnitury nie są zresztą odpowiednie na wakacyjne temperatury w Polsce. Zasady męskiej elegancji są dość jasne. Latem nosimy jasne i lekkie garnitury z przewiewnych tkanin, najlepiej w kolorach beż, jasny brąz lub jasny szary. Innym naszym atrybutem będą smokingi. Eleganci z dużym stażem na wieczór założą smoking, ponieważ garnitur to ubiór nieformalny dzienny do pracy lub na spacer. Korzystamy z całej gamy insygniów męskiej klasycznej elegancji: kapelusze Fedora, fulary, szelki na guziki, spodnie flanelowe z manszetami, marynarki tweedowe, spinki do mankietów na łańcuszku, lniane i jedwabne poszetki, wełniane krawaty. Wystarczy sięgnąć do któregoś z podręczników męskiej elegancji, by zdobyć całą listę. Są one dowolnie dobierane przez członków subkultury, ale wymieniony wyżej zestaw kombinowany z poszetką (chusteczka w kieszonce marynarki) i krawatem dotyczy w zasadzie wszystkich.
Jesteśmy subkulturą elegantów i z tego poziomu należy na nas patrzeć. Mamy swój własny język, tzw. socjolekt, inaczej żargon. Wymienię tylko kilka słów, który są w zasadzie znane tylko naszej grupie (pomijam grupy zawodowe szewców i krawców): wiedenki, lotniki, przyszwa, szlic, poszetka, brustasza, patka, grenadyna, kozerka, diagonal, dandy, manszety, styl drapowany itd. Używanie tych słów wyodrębnia nas od innych. Jako subkultura wyrażamy także pewne poglądy i idee przekładające się na nasze zachowania. Powrót do tradycji, savoir-vivre, szacunek dla siebie i innych, szarmancja w stosunku do kobiet. Swoją działalnością wspieramy rodzimych rzemieślników i obstalowywujemy garnitury i marynarki u krawców oraz buty u szewców. Negujemy w ten sposób istnienie dużych domów odzieżowych produkujących marynarki seryjnie oraz przeciwstawiamy się kapitalizmowi. W tym sensie można nas postawić obok anty-globalistów, mimo że ubiór mamy diametralnie różny.
W dużej mierze mamy dosyć konserwatywne poglądy na współczesną rzeczywistość. W większości jesteśmy fascynatami kultury o charakterze vintage (szlachetny, dobry rocznik; klasyczny). Ikony męskiej elegancji z przeszłości, filmy noir, jazz, muzyka poważna, płyty winylowe, klasyczne koktajle, klasyczne samochody, cygara, gatunkowe wina i mocne kolorowe alkohole, eleganckie sporty (golf, snooker, polowanie, konie, narty, polo, wyścigi samochodowe), zegarki vintage, golenie brzytwą i klasyczne fryzury, kawa espresso, no i oczywiście płeć piękna (najlepiej w wydaniu vintage np. Marylin Monroe). Oczywiście nie należy brać tego dosłownie, bo nikt nie spełni wszystkich wymagań, ale nasze zainteresowania krążą wokół osi vintage. Vintage = z klasą, w przeciwieństwie do pstrokatej i przaśnej współczesności, która jest jej pozbawiona. W ten sposób negujemy zastaną, współczesną kulturę większości. Działamy w opozycji do jej treści. Kolejny raz spełniamy definicję subkultury. Nie negujemy bowiem podstawowych zasad egzystencji we współczesnym społeczeństwie. Większość z nas studiuje lub ukończyła studia, pracuje, część pozakładała rodziny. Jemy rano śniadania i pijemy herbatę lub kawę. Posiadamy samochody, mieszkania, konta bankowe i karty kredytowe. Nie odpowiada nam po prostu treść współczesnej kultury, a nie jej podstawowe wartości i normy.
Pokłosiem naszej subkultury jest stosunkowo duże zainteresowanie nami wśród kobiet. W całej szerokości korzystamy bowiem z dogmatów i archetypów dżentelmeństwa wymienionych wyżej. Współczesna kultura nie wypleniła jeszcze całkowicie dawnego wizerunku mężczyzny ze świadomości naszych towarzyszek. „Nigdy takiego mężczyzny nie spotkałam, ale bardzo mi się podobają Twoje zainteresowania, bo są takie męskie, a Ty jesteś taki inny ” – słyszałem w zasadzie nieskończenie wiele razy. Odtwarzamy styl życia retro, a mężczyzna w takim stylu wciąż pozostaje w osi zainteresowań części kobiet. Być może jesteśmy awangardą retro-seksualizmu i nasz mały ruch wpłynie na współczesny wizerunek mężczyzny, ale na takie sądy jest, jak na razie, za wcześnie.
Forum bespoke.pl w przeciwieństwie do innych polskich forów nie charakteryzuje się zajadłą krytyką. Wypowiedzi zwykle trzymają poziom, a nawet osobiste utarczki zdarzają się dosyć rzadko. Dyskusje są burzliwe, ale na poziomie. Podczas spotkania forumowego zauważyłem, że duża część uczestników charakteryzuje się bardzo wysoką kulturą osobistą. Spotkanie nie okazało się drętwe, ponieważ bardzo szybko złapaliśmy wspólny język. Tak właśnie zachowują się pasjonaci i hobbyści podczas wspólnych spotkań. Właśnie nimi jesteśmy i tworzymy takimi działaniami subkulturę dandysów, elegantów i szarmantów.
Nakazywanie w takiej sytuacji komuś, żeby elegancko się ubierał, jest w pewnym sensie zapraszaniem i zachęcaniem do wstąpienia do naszej grupy. Tak działają m.in. sekty religijne, ale takich skojarzeń chcemy uniknąć. Nie mamy jeszcze określonego programu ideologicznego, ale być może jest to kwestia czasu. Nasza grupa ma swojego przewodnika w osobie bloggera Macaroni Tomato, twórcy forum bespoke.pl i całej polskiej sceny internetowej dotyczącej męskiej klasycznej elegancji. Bycie eleganckim jest tylko opcją i nie mamy zamiaru krytykować ubioru innych. W XXI wieku obowiązuje pełna dowolność. Im mniej rzeczy na sobie, tym lepiej. Wczoraj skonstatowałem, że mężczyźni już wkrótce latem będą chodzić nago. Wczoraj i dziś widziałem panów chodzących bez koszuli i podkoszulka, tylko w szortach i adidasach. Ciekawe, czy to jest już górna granica? Czekam, aż kąpielówki staną się modne w modzie ulicznej. Przypominając sobie swój długoletni pobyt w Irlandii, pamiętam oburzenie Irlandczyków na to, że Polacy tak swobodnie odsłaniają klatkę piersiową w miejscach publicznych. Irlandczycy z ubolewaniem dodawali, że niestety nie dotyczy to Polek. W Irlandii nawet w domach wypada chodzić przynajmniej w podkoszulku, a Zielona Wyspa za stolicę elegancji na pewno nie uchodzi.
Elegancja w życiu i ubiorze nie jest wymagana. Jest tylko jedną z możliwości, którą możemy wybrać. Nie trzeba się elegancko ubierać, a ubiór nie określa człowieka i jego pozycji w taki sposób jak jeszcze 40 lat temu. Początki współczesnej klasycznej elegancji sięgają czasów wiktoriańskich, a wtedy hierarchia społeczna była silnie zaznaczona m.in. w ubraniu. Każdy wie, jak dziś ubiera się najbogatszy mężczyzna na świecie (Bill Gates), tym samym większość bogatych mężczyzn nie traktuje ubioru jako symbolu swojego statusu. Tę rolę przejął po II wojnie światowej samochód, a w skrajnych przypadkach własny samolot.
Biadolenie, tak popularne na forum i blogach, nad niskim poziomem wrażliwości ubraniowej u Polaków mija się z celem. Większości mężczyzn odpowiada sposób, w jaki się ubierają i mają po prostu inne zainteresowania. Nie są nieświadomą masą, która nie wie, co robi w sklepach z odzieżą. Świadomie nie przywiązują uwagi do ubioru, bo tak jest taniej i łatwiej. Bo im się nie chce. Tylko że to jest także pewna manifestacja ideologii. Kiedy dwie odrębne ideologie się spotykają, jedna nakazująca dbanie o ubiór, druga wręcz przeciwnie rodzi to konflikty natury światopoglądowej. W pewnym sensie jest to konflikt dotyczący wizerunku mężczyzny w XXI wieku i przyszłości mężczyzny jako gatunku.
Jedyny zarzut, jaki mam do polskiego społeczeństwa, to brak akceptacji dla elegantów. Niepochlebne komentarze są na porządku dziennym, garbują i wyrabiają skórę. Bycie eleganckim w Polsce, uczy jak być mężczyzną w życiu. Komu to przeszkadza, że elegant założy krawat na spacer w parku? Czy buty dwukolorowe prowokują? Kapelusz fedora też? Komentarze w stylu ja bym tego nie założył, albo masz za krótkie spodnie od osoby ubranej w szorty, sandały i podkoszulek z nadrukiem są śmieszne i dowodzą zaściankowości myślenia oraz braku dystansu do rzeczywistości i swojej własnej osoby.
Przecież to, że ktoś ubiera się mniej elegancko niż ja, nie czyni mnie lepszym od niego. Ubieramy się tak, bo lubimy, a nie dlatego że czujemy się lepsi od ogółu społeczeństwa (Zob http://www.szarmant.pl/w-smokingu-na-zylecie). Inna sprawa, że większość subkultur i osób odstających od mainstreamu, będzie miało podobne doświadczenia. Polacy nie są tolerancyjnym społeczeństwem i każdą inność traktują z dużą dozą podejrzliwości. I nam, i im życzę większej tolerancji w sposobie myślenia. My nie powinniśmy nawracać na krawaty i poszetki z misjonarskim ogniem w oczach, a oni z kolei za noszenie krawatów i poszetek w sytuacjach nieformalnych nie powinni nas kamienować.
Zdjęcia pochodzą z wątku: „Co ja mam dziś na sobie” z forum www.bespoke.pl i zostały zamieszczone za zgodą osób przedstawionych. Celem wątku jest zamieszczanie własnych kompozycji i poddanie się ocenie innych forumowiczów.









Rozumiem, ze to zart, ale w kazdym razie sympatyczny.
Bardzo podobają mi się te zdjęcia-motywy przewodnie. Tak trzymać.
Pozdrawiam
Przemysław
Artykuł ciekawy, z wieloma spostrzeżeniami zgadzam się. Choć akurat od Marilym Monroe wolę niektóre współczesne modelki, zaś integracji w ramach tej subkultury nie sprzyja narcyzm jej członków wiążący się z zapatrzeniem w wygląd.
Wybieranie małych warsztatów rzemieślniczych zamiast dużych sieci handlowych nie ma nic wspólnego z negowaniem kapitalizmu, natomiast rzeczywiście może wynikać ze sceptycyzmu wobec globalizacji. Ale przecież globalizacja bywa krytykowana także przez zwolenników kapitalizmu.
Tak zgadzam się z Panem. Słowa Kapitalizm użyłem w złym kontekście. Chodziło mi o sprzeciw wobec globalizacji.
nie przeciwstawiam się kapitalizmowi, nie neguję istnienia dużych domów odzieżowych, a od Marilyn wolę Heidi Klum, ale reszta mniej więcej się zgadza.
zabawny 'manifest' Zaki
pozdrawiam
andershep
To na pewno żart. Inaczej być nie może.
Dodam jeszcze, że nie jestem konserwatystą. Wręcz przecwinie, reprezentuję w całej rozciągłości cywilizację śmierci. Ze współczesną kulturą też nie ma problemu… w końcu piszę serial dla Polsatu
Myślę że mamy po prostu dwa odmienne punkty widzenia. Ja nie wierzę w renesans klasycznej elegancji i widzę to w ramach subkultury, którą nieświadomie stworzyłeś. Pisanie tekstów do serialu Polsat nie ma tu akurat nic do rzeczy
W końcu to praca
To ja się chyba muszę wypisać z bespoke.pl.
Roman, to brzmi co najmniej jak manifest!
Jak Nuż w bżuhu albo But w butonierce!
Manifest stworzymy wspólnie. Proszę pisać uwagi
Mam mieszane uczucia… Powinienem usunąć się z forum…?
Vintage tak, ale nie do przesady. Od jazzu wolę elektronikę, często szaleję pod sceną na koncertach zespołów metalowych, na nartach jeżdżę bardzo dobrze, ale tenisa i golfa unikam jak ognia. Od Marylin Monroe wolę Audrey Hepburn, a od wina – dobre piwo. Od konserwatyzmu trzymam się daleko jak tylko mogę.
W kwestii stroju, bo ta chyba tu jest najważniejsza, postępuję tak, jak mi nakazuje okazja i nastrój. Raz zakładam koszulę, marynarkę, krawat i prochowiec, innym razem jeansy, t-shirt i skórzaną kurtkę.
Czym więc jestem…?
Jesteś sobą
Ale ja staram się zrozumieć nas jako całość, tak jak uczy antropologia kulturowa. Każdy z nas będzie miał elementy, które nie będą pasować do układanki (łącznie ze mną) ale chodzi o pewien światopogląd; pogląd na życie, elegancję i ubiór.
Myli się Pan. Nie strój jest w tym wszystkim najważniejszy, o nie! Stanowi jedynie dodatek do tego, co interesować powinno nas najbardziej – życia. Uwagę o konserwatyzmie uważam za trafną, niezbędną wręcz. Człowieka, którego nie wzrusza doskonała harmonia, który nie wartościuje, który nie ceni tego, co powinno być cenione, nigdy eleganckim nie nazwę; i choćby przyodziewek jego lśnił się i jarzył, nie nazwę.
Serdecznie pozdrawiam,
Piotr Wojtyczka
Polemizowałbym. Uważam, że o ile pewne wartości są ponadczasowe, to jednak zawsze trzeba podchodzić do rzeczywistości krytycznie. Poza tym, konserwatyzm kojarzy mi się z próbami przywiązania innych do tradycyjnych wartości i obawą przed zmianą, dlatego ja stoję na stanowisku liberalizmu.
Pozdrawiam również.
Maciej Folta
Być może obu Panów zadowoli konserwatyzm liberalny?
Pozdr,
wojvv
Mnie nie ;-]
Uważam, że tzw. liberalny konserwatyzm to tak naprawdę konserwatyzm z dość liberalnym skrzydłem gospodarczym. Ja natomiast wyznaję także liberalizm na płaszczyźnie społeczno – obyczajowej, tj. uważam, że wiele zachowań można uznać za dopuszczalne, jeśli wszystkie strony są świadome konsekwencji danych działań i są zdolne do zawarcia koniecznych porozumień. Uważam także, że pewne zachowania, mimo, że godzą w wartości dość powszechnie wyznawane przez społeczeństwo, powinny być dopuszczalne, ponieważ penalizacja ich przynosi więcej szkody, niż pożytku.
Konserwatyzm z zastojem nic wspólnego nie ma. Być może się tak kojarzy, być może jest tak rozumiany przez większość, ale to problem większości, nie zaś konserwatyzmu. Ideologia ta (słowa tego użyję, choć go nie znoszę, gdy mowa o dobrym rozumowaniu) mówi jedynie tyle, a raczej przestrzega, że nie sposób budować niczego nowego, jeśli nie weźmie się pod uwagę dorobku przeszłości. Tylko idioci, a są tacy i wśród konserwatystów, argumentują rzecz mówiąc jedynie – „Tak było od zawsze, dlatego musi być tak na zawsze”. Jasne jest, że człowiek mądrze myślący nie będzie zwolennikiem palenia czarownic tylko dlatego, że podobne zjawisko w jakiś sposób utrwaliło się w tradycji. Nie będzie jednak także zrywał z tradycją w imię „nowoczesności”. Konserwatyzm jest pewnym filtrem, przepuszczającym przez teraźniejszość przeszłość; zadaniem człowieka mądrego jest pozostawić to, co dobre, usunąć zaś co złe. Interesując się elegancją doskonale możemy relacją tą obserwować.
Inaczej jeszcze powiem: konserwatyzm to nic innego, jak uszanowanie greckiego stosunku do prawdy (czyli: prawda jest jedna, i jest tam, gdzie jest, a nie gdzie „większość” by chciała) oraz chrześcijańskiej etyki. Są to wartości, które, nolens volens, ukształtowały naszą „europejskość”.
Aha, by była jasność – zupełnie często opowiadam się za rozwiązaniami liberalnymi, gdy mowa o finansach, czy gospodarce. Jestem zwolennikiem wolnego rynku, etc. Jeśli jednak mowa o sprawach społeczno-obyczajowych, to do liberalizmu mi jak najdalej, bo bije od niego niebezpiecznym relatywizmem.
Szanowny Panie Piotrze,
podzielam Pański punkt widzenia.
Z poważaniem,
Dziękuję. Bardzo mi miło.
Serdecznie pozdrawiam,
Piotr Wojtyczka
Z całym szacunkiem, uważam ów "relatywizm moralny" za słowo wytrych i straszenie Czarnym Ludem. Ja znacznie bardziej boję się moralnego totalniactwa.
Dążenie do prawdy jest szlachetne, ale w moim przekonaniu nie istnieje jedna prawda. Każdy ma swoją własną "prawdę", do której chce przekonać innych. Czasem można wyjść poza swoją "prawdę", czasem nie.
Ja raczej staram się przepuszczać przeszłość przez filtr teraźniejszości. Ludzie, tworząc pewne zasady i tradycje opierali się na przesłankach, które uważali za prawdziwe. Przez pryzmat historii i nauk ścisłych możemy weryfikować te zasady.
Proponuję na tym zakończyć tę dyskusję.
Ostatni akapit , w szczególnosci, popieram.
pozdrawiam,
damiance
Doskonały tekst! Zarówno prześmiewczy w stosunku do "kultury bespoke", jak i trochę prawdziwy. Świetny pamflet na elegancje i jednocześnie paszkwil na jej brak. Piona!
Pokolenie, generacja bespoke… Jako starszy i niezależny obserwator trzymam kciuki. Na razie mam jedną uwagę do tekstu. Moim zdaniem strój nadal określa pozycję społeczną, ale i ten strój, i nasza aspiracje bardziej zależą od nas. Z tego też powodu więcej osób chce się degenerować niż kiedyś, i w pierwszej kolejności swoje aspiracje obniża strojem. Ponadto strój ma dzisiaj cechy neo-plemienne, bo część osób przypisuje się strojem do określonej grupy lub subkultury w zależności od lokalnych tendencji społecznych (np. społeczność kibiców, fanów muzyki, harleyowców etc.).
Ja w stroju szukałem zawsze sposobu na wyrażenie swojej społecznej odrębności. Jako ucieczkę przed próbą zglajszachtowania.
Nie wydaje mi się, żeby ten tekst był w zamierzeniu autoironiczny lub prześmiewczy. Może autor wypowie się, na ile było to pisane z przymrużeniem oka?
Moje odczucia są podobne – jeśli to żart, to ciężki do odczytania
Dla mnie to manifest, żaden żart
Bardzo dobry tekst. Wręcz programowy.
Jedna uwaga,wyrażone zresztą powyżej, przez jednego z kolegów, co do kapitalizmu. Na wszystkie tak miłe nam elementy stroju i akcesoria trzeba pieniędzy i wolności gospodarczej. Uważam również, że popieranie rzemiosła: szewców, krawców, ale i wszystkich innych przedsiębiorców (np stolarzy robiących prawdziwe meble z drewna-w przeciwieństwie do IKEI) jest jak najbardziej pro-kapitalistyczne. To właśnie według mnie na wolnej rywalizacji takich przedsiębiorców opiera się kapitalizm. Natomiast sprzeciw wobec wielkich korporacji – w naszym przypadku sieciówek produkujących masowo – wprowadzających rodzaj globalnego "komunokapitalizmu"- (neologizm mój – nie mam na razie innego pomysłu jak to nazwać) czyli uniformizacji poprzez próby zdobycia monopolu, jest jak najbardziej na miejscu.
Zgadzam się. Ten kapitalizm dodałem na szybko w ostatniej edycji tekstu i został użyty w złym znaczeniu. Chodziło mi o sprzeciw wobec globalizmu.
+
pozdrawiam
damiance
Przepraszam ale dopiero teraz zauważyłem, że powyższy post nie został podpisany, więc się podpisuję: To napisałem ja, Arkadyjczyk
Świetny artykuł. Niemalże wszystkie zasady subkultury szarmantów są mi myślą przewodnią. Bardzo się cieszę, że istnieją ludzie, którzy również wolą pójść na spacer w marynarce szytej na miarę i wypastowanych butach. Uwielbiam jazz. Kocham muzykę Armstronga, ale jestem również fanem metalu symfonicznego. Jednakże mam pytanie: czy kulturalne zażywanie tabaki również może być elementem stylu szarmanta. Wiem bowiem, że zwyczaj ten był niegdyś popularny wśród kręgów arystokracji angielskiej i szlachty.
Pozdrawiam,
sir Gal Anonim
Oczywiście. Zażywanie tabaki wchodzi w kanon zachowań szarmantów. Tak jak i wiele innych, o których nie pisałem. Najważniejsze zresztą to być sobą. Modelowy szarmant może zresztą tylko powstać w manifeście, bo zawsze będziemy odbiegać od ideału.
Dodałbym tutaj jeszcze jeden element, który obecny jest na forum bespoke. Mianowicie dbałość o jakość. Szarmanci (bardzo mi się to słowo podoba) nie zadowalają się bylejakością, erzatzami. Poszukują najlepszych materiałów i najlepszych usług. Dlatego wolą wypić kieliszek drogiej whiskey niż kilka litrów alkoholowego bełtu, dlatego szukają dobrych jakościowo materiałów i wymuszają odpowiednie detale i jakość wykonania od rzemieślników.
Milczenie autora każe myśleć, że nie jest to żart. A szkoda.
Tekst jest mam nadzieję zabawny. Jak słusznie zauważył kolega Saint Benji ma cechy pamfletu i paszkwilu, ale nie jest żartem. Jest wynikiem analizy: komentarzy na blogu, forum bespoke.pl, polskiej ulicy i rozmów w realu z częścią forumowiczów. Nie odnosi się do całego grono forumowiczów, ale do tych co noszą krawat i poszetkę kilka razy w tygodniu w sytuacjach nieformalnych. Proszę zajrzeć do sali klubowej na bespoke.pl, kultura vintage jak się patrzy w większości tematów. Negowanie współczesnej treści kulturowej nie przeszkadza nam w jej uczestnictwu i w jej tworzeniu. Z czegoś trzeba przecież żyć, a zupełne odrzucenie współczesnej kultury grozi wejściem do skansenu i rodzi problemy natury egzystencjalnej.
Elegancja poszetkowo-krawatowa minęła, nigdy nie wróci i nosząc się tak tworzymy zalążek subkultury. Jej dalsze powodzenie jest związane z większą integracją forumowiczów w realu, ale jak słusznie Tomek zauważył narcyzm jej członków w tym przeszkadza. W większości jesteśmy osobowościami narcystycznymi, a wyróżnianie się ubiorem jest tego przykładem. Nikt mnie nie przekona, że nosząc fantazyjną poszetkę i krawat próbujemy się wtopić w otoczenie i scenerię polskiej ulicy! Można być elegancko-dyskretnym, ale należy zrezygnować z widocznych, eleganckich dodatków. Nie wspominam już nawet o kapeluszu, fularze albo muszce. Wystarczy poszetka i krawat żeby wyraźnie odstawać od polskiego społeczeństwa. Niektóre komentarze na blogu MT od przypadkowych gości są znamienne, dotyczą noszenia się na sposób „dziadkowy” mimo że krawat jest bawełniany, zestaw kontrastowy a buty o smukłym kopycie. Warto przy tym dodać, że MT nie używa ekscentrycznych dodatków za wyjątkiem poszetki i krawata (krawat jest ekscentryczny w elegancji nieformalnej), a mimo wszystko takie komentarze się pojawiają. Nie można ich uważać tylko za ignorantów, bo są po prostu znakiem czasu.
Artykuł stawia tezę o subkulturze i zaprasza do dyskusji. Nie jest pracą naukową, bo metodologia nie była przeprowadzona w sposób rygorystyczny i wymaga bardziej teoretycznego podejścia.
cyt: "Elegancja poszetkowo-krawatowa minęła, nigdy nie wróci i nosząc się tak tworzymy zalążek subkultury."
Mam rozumiec, ze firmy istniejace od 100 lat produkujace krawaty i poszetki robia to dla członków subkultury, a nie po prostu eleganckich mezczyzn?
Krawcy na Saville Row, szewcy i firmy takie jak Alden, Crockett&Jones, John Lobb, Brooks Brothers zyja tez z członków subkultury i zyja z nich juz od dekad?
Zawsze byli ludzie, ktorzy ubierali sie elegancko i zawsze tacy beda. To że kiedyś ludzie chcieli byc jak Frank Sinatra, a dzisiaj chca byc jak bohaterowie Jersey Shore nie ma nic do rzeczy i nie sprawia, ze ktos ubierajacy sie elegancko staje sie członkiem jakiejs subkultury.
Jak juz pisałem na forum, nie czuje sie członkiem grupy rekonstrukcyjnej, dobierajac dodatki staram sie nie wygladac jak facet zywcem wyjety z lat 30, nie nosze fulara, laski, cylindra i w zadnym przypadku nie staram sie wygladac jak członek Fedora Lounge. Nie rozprawiam z Dr Kilroyem o stroju dworskim i surdutach, w ktorych chciałbym chodzic na codzien, ani nie mysle o zegarku z dewizka.
Ps. Na zdjeciach, ktore zamiesciłeś widze po prostu dobrze i mesko ubranch facetów, a nie przebranych członków subkultury.
Ps.2. Jesli ktos to przeczyta, to proponuje zajrzec na Fedora Lounge – gdyby ten manifet był o uzytkownikach tamtego forum, to bym sie zgodził. Na Forum Bespoke wiekszosc facetów chce sie dowiedziec gdzie moze kupic klasyczne ubrania i jak je nosic, bo ojcowie wielu z nas tego nie nauczyli, a nie staraja sie przeniesc do lat 20/30.
Janie,
Krawat i poszetka u osoby poniżej 50 lat w sytuacji nieformalnej jest archaizmem, a tak ubiera się gro forumowiczów. One stoją obok muszki, fulara i kapelusza fedory wśród grupy wiekowej przynajmniej do 50 roku życia. Szczerze przyznam nie widzę zbyt dużo facetów chcących ubierać się klasycznie na ulicach Warszawy. Większość świadomie nie przywiązuję uwagi do ubioru, bo tak jest wygodniej. Ewentualnie ma parcie na bycie modnym, cokolwiek to słowo ze sobą niesie. Ubierając się w stylu klasycznie eleganckim nie zachowujemy się jak reszta społeczeństwa. W weekend byłem na działce poza miastem nad rzeką Wkra: dominowały szorty i pstrokate podkoszulki (albo te z nadrukami np samsung albo lech). Wśród letniaków było dużo warszawiaków, ale jedynie ja spośród facetów byłem ubrany w długie lniane spodnie i koszulkę polo. Mówi to samo ze siebie. W H&M bez problemu można ubrać się w ten sposób nie nadwyrężając w żaden sposób portfela, ale najwidoczniej poczucie estetyki te osoby mają gdzie indziej.
Na forum udzielają się głównie młodzi mężczyźni w przedziale wiekowym 20-35 lat. Nie sądzę, żeby wina stała po stronie tego, że ojcowie nas nie nauczyli elegancji w ubiorze. W UK też mało kto z młodych mężczyzn nosi się w sposób klasyczny. Widziałeś zdjęcia z Nowego Światu z 1959 roku publikowane na forum i ulica była niezwykle elegancka. Nie możemy obwiniać komuny za zwrot anty elegancki. Był to efekt prądów kulturowych i zmiany roli ubioru. Działo się tak w Europie Zach i w USA. Działo się tak, także u nas.
Współczesny świat opiera się na małych wspólnotach o charakterze plemiennym tzw. nowoplemion, także na Internecie. One bardziej spajają niż wielkie idee solidarności i jedności narodów naszych ojców, dziadów i pradziadów. Termin "nowoplemiona" wprowadził Michel Maffesoli mając na myśli "zbiorowość ludzi często odległych przestrzennie, których poczucie wspólnoty i tożsamości wyrasta nie w wyniku wspólnego wychowania i przebywania, tylko wskutek wspólnych zainteresowań, pomysłu na spędzenie czasu wolnego, wspólnych ideałów czy choćby poglądów". Forum bespoke.pl jest przykładem takiego nowoplemienia, gdzie mężczyźni bawią się w bycie eleganckim w sposób klasyczny, zawiązują się przyjaźnie, są organizowane małe zloty. Bespoke to sposób na spędzanie wolnego czasu. Do subkultury jeszcze nam trochę brakuje (spójna ideologia i poglądy), ale jesteśmy na najlepszej drodze ku jej stworzeniu. Jak widzisz, cześć osób w komentarzach zgadza się moim spojrzeniem na męską, klasyczną elegancję i nasze forum. Nie jestem, więc odosobniony w swojej interpretacji.
Tekst mi się podoba, choć paradoksalnie!, gdyż z całą stanowczością twierdzę, iż manifest elegancji nie przystoi. Wytworność wymaga, by to, co w nas najlepsze, nie było przez nas wypowiadane. Choć to trudne, a w niektórych przypadkach nawet niemożliwe – jak, np. w sytuacji prowadzenia bloga traktującego o męskiej elegancji – namawiam, by wyzwaniu temu stawić czoło, a przynajmniej spróbować. Zgodzę się, że witryna, którą stworzył Szanowny Pan Roman Zaczkiewicz, wymaga ; jednakowoż, podobny manifest przekracza granicę dobrego smaku, zbyt rzecz ujmuje. O ileż bardziej elegancko byłoby założyć a priori, że każdy gentleman lubi sączyć whisky, gdy do jego uszu dociera dźwięk trąbki Brown`a, czy fortepianu Jarrett`a, i nic o tym nie mówić, bo to przecież naturalne!
Wypowiedź Autora jest jednak krągła, bardzo niecodzienna, dlatego też podoba mi się mimo wszystko. Tekst czytałem z uśmiechem, a zaznaczony w ostatnim komentarzu dystans manifestującego, dodatkowo mnie uspokoił. Summa summarum, pozostaje mi tylko pogratulować Autorowi kunsztu i pomysłu, co stawia mnie w niemało kłopotliwej sytuacji wobec wcześniejszego biadolenia; tym bardziej, że wszystko, co na początku rzekłem – podtrzymuję!;)
Serdecznie pozdrawiam,
Piotr Wojtyczka
Panie Piotrze,
Ma Pan rację. Manifest elegancji nie do końca przystoi, bo elegancja jest najczęściej niewypowiedziana. Zazwyczaj dopiero przy bliższym spotkaniu można stwierdzić, czy ktoś ją ma lub nie ma. Z drugiej strony, elegancja w ubiorze jest przede wszystkim wyrazem elegancji w życiu. Uważam, że jest wynikiem pewnych poglądów i idei, które osoba nosząca takie ubrania personifikuje. Myślę jednak, że warto nad tym się zastanawiać. Nie chcę tylko pisać o ubiorze na blogu.
Nie zapominajmy że, jako antropolog kulturowy nie podchodzę a priori do zastanej rzeczywistości. 5 lat na UAM w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej nauczyło mnie stawiania znaku zapytania i kwestionowania tego co widzę. Standardowym ćwiczeniem było: wyobraź sobie, że jesteś z marsa i lądujesz nagle w Poznaniu. Co widzisz? Opisując to co widzisz, staraj się zapomnieć o tym co wiesz, jako mieszkaniec Poznania i ogólnie jako człowiek. Fascynujące doświadczenie intelektualne podejść z carte blanche do swojej kultury
Może zdobędę się na taką analizę męskiej, klasycznej elegancji.
ARTYKUŁ na pracę naukową jest zbyt ubogi w teorię i badania, a manifestem nie był w zamierzeniu. Ze względu na to, że dotyczy mnie w sposób bardzo bezpośredni zdecydowałem się użyć pierwszej osoby już w trakcie pisania. Mam nadzieję, że dzięki temu trafia lepiej do czytelników. Manifest oczywiście należy traktować z przymrużeniem oka, ale tematy w nim poruszane są, mam nadzieję, dosyć istotne i ważkie.
Dziękuję za komentarz i zachęcam do stałej lektury bloga
Wodzu, prowadź na Kowno
A nie lepiej na Londyn
nie nabierzesz mnie
Nie ma takiego miasta – Londyn ! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak !
Strasznie to patetycznie wyszło. Ostatnia grupa prawdziwych mężczyzn na rubieży.
Ja się nie kwalifikuję, niestety (nie spełniam zbyt wielu wymienionych kryteriów), co konstatuję z pewnym zdziwieniem, bo wydawało mi się, że się jednak ubieram w miarę klasycznie. Nie aspiruję do bycia supermężczyzną z najwyższej półki, a do bespoke stosunek mam ambiwalentny – kosztuje sporo, a efekt jest niepewny.
Tak na marginesie, pokazane zestawy nie są retro – to określenie pasuje do kierunku, w którym podąża Dr Kilroy i kilku innych kolegów z bespoke.pl. Są jak najbardziej współczesne; zwracają uwagę, fakt, ale nie wywołują wrażenia bycia historycznymi.
Najbardziej odjechanie z osób zaprezentowanych na zdjęciach wygląda Proceleusmatyk. Żeby było ciekawiej, chyba on tylko nie jest ubrany w bespoke.
A już najbardziej "odjechana" z całej jego stylizacji jest przyciasna marynarka…
Inne dopasowanie marynarki niewiele by zmieniło w całościowym "image'u"
JESZCZE nie jest ubrany w bespoke
ale będzie!
I jego bespoke marynarka będzie w sam raz!
Szanowni Panowie,
być może ów tekst oraz dyskusja będą wstępem do stworzenia czegoś na wzór angielskich klubów dla (użyję polskiego określenia) szarmantów?
Pomysł taki, chodził mi od dawna po głowie.
Z poważaniem,
Szanowny Panie D,
Jestem za, ale myślę że można to zorganizować w ramach comiesięcznych (jak za często to cokwartalnych) spotkań w wynajętej sali (Warszawa?). Wynajem stałego pomieszczenia pod Klub Szarmanta byłby trudnym przedsięwzięciem, ale może z czasem. Jako strój przepisowy proponowałbym smokingi i tworzymy dzięki temu aurę ekskluzywności (nie chodzi mi o niedostępność). Kilku chętnych jest w Warszawie na udział w takim klubie, a myślę że przy umiejętnej kampanii w mediach szybko byśmy rozgłos zdobyli. Należy stworzyć klub do którego inni mężczyźni chcieliby należeć i nabywali w tym celu smokingi. Czy ktoś wie jak funkcjonują takie kluby na Wyspach? Jaka liczba członków jest wskazana? Jakie warunki trzeba spełniać, żeby do nich należeć?
Szanowny Panie Romanie,
zacznijmy od podstaw. Kluby angielskie są elitarne i trudno się do nich dostać, a co za tym idzie są niedostępne. Uprzedzając komentarze (których treści się spodziewam) to jest stwierdzenie istniejącego faktu, czy się to komuś podoba czy nie.
Zwykle są one skupione wokół "czegoś" (idea, pochodzenie, uczelnia, poglądy itp), ilość ich członków często jest dość mocno ograniczona (j.w.) w sposób naturalny.
Mój pomysł zakładał raczej kameralne spotkania (co nie wyklucza dużej ilości członków klubu) w otoczeniu miłym i przyjemnym. Wynajęta sala skojarzyła mi się trochę z weselem, ja raczej myślę o miejscu z kominkiem i fotelem Chesterfield. Być może trzeba organizować często niewielkie spotkania np. wszyscy wiedzą, że takowe odbywa się w określonym miejscu i czasie – kto może, ten "wpada". Pewnie w większości wszyscy bywamy częściej lub rzadziej w stolicy, jeżeli wypada akurat dzień spotkania, możemy zaglądnąć.
Dobrze by było gdyby poza tematami "ubraniowymi" spotkania miały charakter rozwijających dyskusji na tematy wszelkie, prowadzone przez ludzi z grubsza o podobnych poglądach aczkolwiek różniących się (a diabeł, jak wiadomo, tkwi w szczegółach).
W sprawie etykiety, myślę, że smoking jak najbardziej, aczkolwiek na większe, "okazjonalne" spotkania, w tym trybie, który ja przedstawiłem ciężko byłoby zawsze dotrzymać DC, niemniej jednak obowiązkowo takowy winien obowiązywać.
Proszę to traktować jako moje luźne przemyślenia i początek dyskusji.
Z poważaniem,
Szanowny Panie D,
Wydaję mi się, że nasz klub mógłby przybrać taką elitarną postać za rok/dwa lata. Obecnie spotykamy się czasem z członkami forum bespoke.pl w Warszawie i trwają rozmowy nad zorganizowaniem pierwszego spotkania w smokingach na jesieni. To mógłby być fundament pod nasz przyszły Klub Szarmanta.
Zgadzam się, że eleganckie ubranie to tylko punt wyjścia a nie punkt docelowy. Czy Pan bywa w Warszawie, a może mieszka? Możemy się spotkać i podyskutować nad tematem. Potem wrzuciłbym artykuł na szarmanta na ten temat i zobaczył jaka będzie reakcja czytelników.
Pozdrawiam,
Szanowny Panie,
nie mieszkam w Warszawie, ale regularnie bywam.
Nie wiem czy jako admin ma Pan dostęp do adresu email, który podaję w formularzu, jeżeli tak, to proszę o kontakt mailowy.
Z poważaniem,
Tekst generuje kontrowersje – i o to chodzi, Panowie!
Spotkanie założycielskie klubu, o tak!
Na barykady!
pójdziemy kiedy indziej
Pchniemy bryłę z posad świata
poprawiając krawat
Hej Walter!
A co się stało z bardzo ciekawym tematem spod ręki jednego z autorów na blogu:
Bespoke Savile Row – Proces i standardy szycia na miarę
Dziwna rzecz "znikanie" czegoś bez śladu co już zaistniało. Nie miałem czasu dokładnie przeczytać i już nie ma.
Utkwiło mi jednak w pamięci kilka ciekawych elementów:
- dobór marynarki pod względem przeznaczenia: weekendowa, robocza (do pracy), formalna – podczas gdy zazwyczaj na forum prezentowane są formalno-robocze z zacięciem biznesowym;
- podkreślenie wyboru odpowiednich tkanin i wypełnień również w stosunku do wnętrza, m.in. podszewka
- znaczny udział ręcznego szycia z wyraźnym ograniczeniem maszynowego.
Przy tym ostatnim zastanawiałem się nad celowością, poza szlachetnością ręcznej pracy.
Jedyne co przychodzi mi do głowy to fakt, że szyjąc ręcznie można precyzyjnie regulować "naprężenie" nici przy kładzeniu szwu. To może mieć znaczenie przy różnej grubości i sztywności łączonych tkanin.
Pozdrowienia
Vislav
Zdecydowałem się zakończyć współpracę z tym panem. Zdobyłem informacje z UK, które każą zakończyć naszą działalność. Nie chcę go promować w żaden sposób na blogu.
dziękuję – rozumiem powody. Odpuszczając sobie pana P. i jego być może wirtualny wizerunek, w dalszym ciągu uważam, że te trzy punkty są istotne i zgodne z moim dotychczasowym doświadczeniem.
Dotyczy to również ręcznego szycia – całość rekonstrukcyjnych strojów, oraz duży namiot uszyłem ręcznie i własnoręcznie.
pozdr.Vslv
Być może nawiążę współpracę z jednym z polskich krawców, który ma własny zakład i naprawdę szyję garnitury. Uprzedzam z nikmi nie rozmawiałem. Same artykuły były także moim dziełem przynajmniej w 50%, więc muszę to przemyśleć.
Ciekawe jest to, że właśnie w tym "znikniętym" tekście właściwie po raz pierwszy napotkałem inaczej rozłożone akcenty. Nie patrząc na to, czy autor dysponuje wiedzą pierwotną, wtórną, zasłyszaną, konfabulowaną – to moim zdaniem słusznie zwraca uwagę na formę garnituru i dobór tkanin – biegłość warsztatową stawiając na kolejnym miejscu.
pozdr.Vslv
Nie przeczę, że ten Pan nie ma wiedzy, ale poszlaki przekroczyły dla mnie masę krytyczną.
Witam,
Mam następujące pytanie: dlaczego płyta Coltranea i cygaro są atrybutami elegantów?
Pozdrawiam,
Matej
Ponieważ jazz i palenie tytoniu (fajka, cygaro) są nieodłącznie związane z męską klasyczną elegancją. To są jedne z atrybutów behawiorystycznych, nie związanych z ubiorem. Elegant nie ubiera się tylko elegancko. Wraz z tym idzie pewien zespół zachowań jak m.in słuchanie jazzu i palenie cygar. Oba zresztą mocno związane z kulturą vintage, bo zarówno jazz jak i palenie tytoniu są passe we współczesnej kulturze.
Behawiorystycznych…? Naprawdę? Raczej konsumenckich.
Przyznam, że Coltrane mnie rozbawił, a cygaro po prostu zdziwiło. Pozwolę sobie być na chwilę adwokatem diabła:
Najpierw jazz. Jak jazz jest związany z elegancją? Czy muzycy jazzowi albo słuchacze jazzu są lub byli elegantami? Czy jazz jest bardziej elegancki niż muzyka barokowa?
Tytoń. Skoro jego palenie jest związane elegancją, czy to znaczy, że elegant nie jest świadomy jego konsekwencji dla zdrowia (swojego i nie tylko), czy po prostu postanawia te konsekwencje, w jakiś elegancki sposób, ignorować?
Pozdrawiam,
Matej
Szanowny Panie Matej,
To chodzi o pewien sposób bycia, a Pan bawi się w szczegóły. Równie dobrze może to być Duke Ellington albo Charles Mingus. Słuchacze jazzu są zazwyczaj obdarzeni większa kulturą osobistą niż słuchacze Dody. Za eleganckim zachowaniem często idzie elegancja w ubiorze. Proszę porównać uczestników koncertów jazzowych, a uczestników koncertów disco polo. Ubiór i zachowania są diametralnie inne. Wśród elegantów duża część będzie zainteresowana jazzem, bluesem oraz muzyką poważną. Mogę Pana zapewnić, że słuchaczy muzyki dyskotekowej Pan nie uświadczy.
Co do tytoniu to Pana uwaga może odnosić się do każdego człowieka palącego tytoń. Elegant raczej nie jest wyznawcą zdrowego trybu życia. Panowie piją alkohol, palą cygara i jedzą czerwone mięso. Nie wszyscy i nie każdy, ale większość. Eleganci noszą nawet skórzane buty, wiedząc że pochodzą z uboju zwierząt!
Ja wiem, to są szczegóły. Niemniej:
Ubiór i zachowania są inne np. też gdy zestawimy publiczność meczu okręgowej ligi hokeja i premiery w operze, ale to chyba samo w sobie jeszcze niczego nie dowodzi. Rozumiem, że uogólnienia pomagają się zdefiniować w opozycji do czegoś lub kogoś, ale nie przesadzajmy. Związek jazzu i klasycznej elegancji jest przypadkowy, po prostu ich kanony tworzyły się w tych samych mniej więcej czasach. Dzisiaj muzykom występującym na deskach jazzowych scen wypada równie dobrze zaprezentować się w luźnych moro spodniach i tshircie, a w Ronnie Scott's wśród publiczośni dominuje bardzo luźny casual.
Nie pytałem o palenie tytoniu wśród ludzi ogólnie, tylko wśród elegantów – przecież zdjęcie do którego się odnosiłem przedstawiało cygaro jako atrybut eleganta, a nie wspólny mianownik ludzkości. Z nieco wykrętnej odpowiedzi wnioskuje jednak, że elegant może być trochę ignorantem i trochę dekadenckim nihilistą. Potwierdza to moje wnioski płynące z badań w terenie, ale proszę mnie źle nie zrozumieć: estetyka ubioru może być i nieraz zapewne jest jakąś wartością, podobnie jak np. jego funkcjonalność. Sceptycznie jednak odnoszę się do prób definiowania tego, kim się jest przez przez pryzmat tego, jak się wygląda.
Pozdrawiam serdecznie.
Matej
Ja jednak jestem zdania, że szata zdobi człowiek i świadczy o osobowości danej osoby. Szczególnie w przypadku elegancji nieformalnej, weekendowej poza miejscem pracy i ważną uroczystością. Stwierdzenie, że nie interesuje mnie co zakładam jest także przecież manifestem samym w sobie i świadczy o wybitnym konformizmie jednostki.
Eleganci są kontynuatorami tradycji dandystycznych z XIX wieku. Wciąż nie rozumiem Pana uwagi o tytoniu. To że jest szkodliwy dla zdrowia nie ma nic do rzeczy. Wielu polskich mężczyzn wie że alkohol szkodzi zdrowiu, a mimo wszystko go pije. Czy to stawia ich jako ignorantów i nihilistów? Eleganci to nie jest subkultura wyznawców zdrowego trybu życia i wegetarianizmu. Cygaro było i jest akcesorium kojarzącym się z eleganckimi panami palącymi tytoń. Słynna nazwa smoking jacket pochodzi właśnie z przydomowych palarni. Panowie zdejmowali fraki i zakładali marynarki smokingowe w palarniach, żeby nie narażać pań na zapach tytoniu.
Proszę napisać coś więcej o pana badaniach terenowych. Praca mgr czy dr? Na jaki temat?
Szanowni,
Wpadłem 'przelotem' i odkrywam archiwa. Czując zażenowanie powyższą dyskusją (dopiero Pan Piotr W zauważył oczywistą oczywistość).
Ukłony,
A.
Ps. Pozwolę sobie w ramach komentarza przytoczyć naszego Klasyka, WCz. Tomasza H. Orłowskiego:
"
Śmieszy sam termin. Savoir vivre, gentility, dobre maniery, mają w sobie coś niedzisiejszego i staroświeckiego, a nawet gorzej, nie nowoczesnego i niepotrzebnego. Cofają w czasie do „tańczącego" Kongresu Wiedeńskiego, etykiety nieistniejących dworów i kodeksu honorowego Boziewicza. Są synonimem zbędnego skrępowania stosunków międzyludzkich, elitaryzmu, który utracił rację bytu, i formalizmu, który pozbawiony jest treści. Dziś gentility kojarzy się z miłymi w swym niedzisiejszym uroku powieściami Agaty Christie, a męska galanteria raczej ze sklepem z dodatkami skórzanymi, niż z określeniem zachowania. Czy śmieszy nas jednak tylko termin? Czy zasady dobrego wychowania są potrzebne i przydatne we współczesnym świecie?
….
Pisze włoska dziennikarka Brunella Schisa: Wulgarność przełamała dziś wszystkie tamy, a powszechna nieuprzejmość i brak elegancji zrywają z jakąkolwiek tradycją. Brak reguł i zasad określa kakofoniczną panoramę stosunków panujących na drogach, w seksie, w rodzinie, w pracy. W tym scenariuszu, człowiek dobrze wychowany skazany jest na wymarcie, tak jak panda i niedźwiedź apeniński. Wydawać by się mogło, że nasze czasy różnią się w tym względzie od przeszłych. A jednak, Gustave Flaubert sto pięćdziesiąt lat temu na pytanie o dobrze wychowanego człowieka, odpowiadał, że taki gatunek już nie istnieje (Gentilhomme: il n’ y en a plus). Dobra wiadomość na wstępie: nie jesteśmy gorsi od naszych poprzedników!
….
Lord Chesterfield tak uczył przed przeszło dwoma wiekami swego syna: Dobre wychowanie nie polega na głębokich ukłonach i formalnym ceremoniale, lecz na zachowaniu spontanicznym, uprzejmym i oddającym szacunek. Podobnie oceniał Aleksander Fredro: W ceremoniach tonie gościnność. Uwagi te zachowały pełną aktualność. Zasady dobrego wychowania, a więc harmonijnego współżycia i przyjaznego zbliżenia między ludźmi, nie mogą paść ofiarą przerostu formy i jej nieadekwatności do współczesności. Potrzebuje go bowiem każde społeczeństwo.
….
"