Zapisz się do newslettera!

W szponach groteski

Styczeń 21, 2015
138 komentarzy

W poważnym magazynie pojawia się „wywiad” ze stylistą i historykiem ubioru. Niemal każde zdanie brzmi dziwnie znajomo, zupełnie jakby napisało się je samemu. Czy to sen, czy może skecz Monty Pythona?

Czasem się zastanawiam, po co mi ten Facebook. Jest dla mnie zdecydowanie zbyt dużym złodziejem czasu. Już nawet kilka razy byłem bliski skasowania konta prywatnego ale fakt, że dzięki niemu mogę podtrzymywać odleglejsze kontakty, wciąż mnie od tego powstrzymywał. Teraz dostrzegam jeszcze jeden powód – długa lista dawno zasubskrybowanych fanpage’y. Wczoraj przeglądałem nowe wpisy z Facebooka i przemknął mi przed oczami link do artykułu pod tytułem Zmierzch elegancji, zamieszczony na profilu Male Men.

Fan page Male Men

Kiedyś byłem prenumeratorem drukowanej wersji magazynu. Ostatnio, z braku czasu, sięgałem po niego dużo rzadziej. Muszę jednak przyznać, że zawsze ceniłem Male Men, przede wszystkim za dostarczanie ciekawych treści autorskich. Pracuje dla niego kilku znakomitych dziennikarzy. W segmencie drukowanych magazynów dla mężczyzn nie ma tytułu na wyższym poziomie intelektualnym. Szczególnie cenię sobie publikowane w niemal każdym numerze wywiady, które przedstawiają nietuzinkowe, choć mało popularne osoby albo rzucają nowe światło na powszechnie znane nazwiska.

Artykuł ze strony www

Wróćmy jednak do tytułu, który przykuł moją uwagę. Kiedyś zmierzch elegancji był dla mnie jednym z kluczowych tematów, wielokrotnie podejmowanym na łamach bloga. Z zaciekawieniem przeczytałem lead z profilu Male Men na Facebooku i poczułem się nieswojo. Słowa wydawały się dziwnie znajome. Kliknąłem i wszedłem na stronę internetową Male Men. Moim oczom ukazał się wywiad, udzielony rzekomo przez Roberta Kiełba sekretarz redakcji Kai Burakiewicz. Była to niemal niezmodyfikowana kompilacja dwóch tekstów („Bal na Titanicu” – Zmierzch klasycznej męskiej elegancji oraz Męska elegancja: rys historyczny od XIX w.), które opublikowałem na blogu w 2011 roku (odpowiednio 3 maja i 1 października) – od czasu do czasu przetykana pytaniami, jakie miała zadawać dziennikarka.

Uszczypnąłem się. Poczułem lekki ból, świadczący o tym, że wszystko jest ze mną w porządku. Zakrapianego śniadania też nie mam w zwyczaju jadać. Monty Pythona po raz ostatni oglądałem kilka lat temu, ale dzięki Male Men poczułem się jak bohater angielskiej groteski. Postaci ze skeczów Johna Cleese’a i spółki co chwilę są zaskakiwane sytuacjami niewiarygodnymi, z których bezskutecznie próbują znaleźć wyjście. Ja też się nie spodziewałem, że moje artykuły będę mógł przeczytać w poważnym piśmie jako wywiady udzielane przez kogoś innego. Czy coś ze mną nie tak? Tłumaczenie, że żyjemy w dzikiej Polsce, nie jest wystarczającą odpowiedzią. Prawa autorskie w naszym kraju obowiązują, a epoka Stanisława Barei minęła.

Plagiat Male Men

Po porównaniu wywiadu w Internecie oraz moich tekstów z bloga, jeszcze nie dowierzając, wstałem od komputera i poszedłem do kiosku, aby kupić najnowszy magazyn Male Men – numer 12 (49), grudzień 2014/styczeń 2015. Znalazłem w nim dokładnie ten sam wywiad, na stronie 103. Nie może tu być mowy o przypadkowym błędzie redaktora wydania internetowego.

Robert Kiełb jest na kartach magazynu określany jako stylista i historyk ubioru. Łatwo w sieci znaleźć liczne informacje na jego temat. W ten sposób dowiedziałem się, że Robert Kiełb to absolwent Wydziału Historycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim, współpracujący z kilkoma magazynami modowymi. Jest też modelem, stylistą i kostiumografem (zobacz: wywiad udzielony portalowi Qelement).

O co w tym wszystkim chodzi? Czyżby znawca ubioru nie miał własnego zdania na temat stanu polskiej elegancji i nie potrafił samodzielnie wskazać społecznych przyczyn naszych bolączek? Zbyt trudnym zadaniem było dla Roberta Kiełba, specjalisty w dziedzinie, pobieżne nakreślenie historii męskiej mody? Przecież we wspomnianych tekstach z 2011 roku wcale nie odkrywam Ameryki!

Nie zrozumcie mnie źle, artykuły na moim blogu zawsze prezentują autorskie przemyślenia na dany temat, ale kiedy chce się zwięźle przybliżyć przemiany, jakie zaszły w męskiej modzie na przestrzeni dwóch stuleci, siłą rzeczy przytacza się fakty i powtarza się niektóre sądy wygłoszone już przez historyków. Kwestią jest dobór i wkomponowanie cytatów we własną myśl. Wskazywałem więc, kiedy powołuję się na Antongiavanniego, Flussera, Sieradzką czy Szarotę.

Ktoś mógłby się zdziwić, że Robert Kiełb, absolwent najstarszej uczelni polskiej, wbrew etosowi akademickiemu w żaden sposób nie zaznacza, że niektóre opinie podpatrzył u kogo innego. Ale to nie jest tej skali niedopatrzenie. W całym tekście rzekomego wywiadu nie ma właściwie ANI JEDNEJ OPINII, która nie pochodziłaby z bloga Szarmant. Dlatego wątpię, czy rozmowa w ogóle miała miejsce.

Male Men 104-105

Nie oskarżam Roberta Kiełba,czy też redakcji Malemen o plagiat. Być może doszło do nieporozumienia z redakcją i tekst napisała Kaja Burakiewicz albo ktoś inny? Nawet wówczas autorytet Roberta Kiełba, sygnującego jednak ten materiał, uznałbym za nadszarpnięty, ale nie chcę przedwcześnie wyrokować. Tak czy inaczej ktoś popełnił tu kradzież własności intelektualnej. Nie można tego nazywać w łagodniejszy sposób. Zresztą porównajcie sami najbardziej jaskrawe przykłady – podaję najpierw wyjątki z bloga, potem odpowiednie fragmenty „wywiadu”:

Przykład nr 1

„Edward VII podczas wyścigów konnych w Ascot zrezygnował z tradycyjnego cylindra na rzecz melonika. Na następny dzień rzesze Anglików przyodziały meloniki, a cylindry nigdy do łask już nie wróciły i stopniowo zanikły. Jego syn znany, jako Prince of Wales, potem Edward VIII a po abdykacji, jako Duke of Windsor w lat 20. XX wieku stał się ikoną męskiej elegancji i gwiazdą kultury popularnej w … USA.” („Bal na Titanicu” – Zmierzch klasycznej męskiej elegancji)

„Edward VII podczas wyścigów konnych w Ascot zrezygnował z tradycyjnego cylindra na rzecz melonika. Na następny dzień rzesze Anglików przyodziały meloniki, a cylindry nigdy do łask już nie wróciły, aż w końcu zupełnie zanikły. Jego syn, znany najpierw jako Prince of Wales, potem jako Edward VIII, a po abdykacji jako Duke of Windsor, w lat 20. XX wieku stał się ikoną męskiej elegancji i gwiazdą popkultury w… USA.” (Male Men)

Zwróćcie uwagę, że przytaczany powyżej tekst powstał, kiedy zaczynałem karierę blogera, nierzadko popełniając potknięcia stylistyczne. Jednym z nich jest niezbyt zgrabne sformułowanie „na następny dzień” – powtórzone w magazynie, który nie powinien sobie pozwalać na takie wpadki. Jednak nieporównywalnie bardziej spektakularne jest skopiowanie literówki („w lat 20.”). Całości dopełnia fakt, że powtórzono mój błąd merytoryczny – Edward VIII, wbrew temu, co napisałem, był synem Jerzego V, nie Edwarda VII. Mamy więc do czynienia z sytuacją jak ze szkoły – dwie osoby siedzące razem popełniły na sprawdzianie identyczne błędy. Różnica polega na tym, że tu nie można mieć wątpliwości, kto od kogo ściągał.

Male Men 106-107Przykład nr 2

„Czy miejscem dla eleganta jest skansen? Czy to już zmierzch szarmanckiego i eleganckiego gentlemana? Gentleman na Titanica ubrany w smoking na balu, zatańczył z każdą damą. Bal jeszcze trwa, choć góra lodowa jest tuż tuż, a jej Titanic nie mógł ominąć. Bawmy się ” („Bal na Titanicu” – Zmierzch klasycznej męskiej elegancji)

„Czy miejscem dla eleganta jest skansen? Czy to już zmierzch szarmanckiego i eleganckiego dżentelmena? Dżentelmen na Titanicu ubrany w smoking na balu zatańczył z każdą damą. Bal jeszcze trwa, choć góra lodowa jest tuż tuż. Titanic nie mógł jej ominąć. Bawmy się!… „(Male Men)

Tutaj mamy przykład skopiowania puenty z mojego pierwszego wpisu, łącznie z porównaniem do balu na Titanicu. Male Men jedynie zmienia pisownię słowa gentleman na dżentelmen, skraca jedno ze zdań i poprawia literówkę w słowie Titanic. Tym razem dział korekty magazynu dostrzegł błędy. Gratuluję!

Przykład nr 3

„Wielu mężczyzn uważa za nobilitujące nie zakładanie marynarki i krawata; niechlujne ubieranie się w wytarty podkoszulek, źle dopasowane spodnie i niewypastowane buty.” („Bal na Titanicu” – Zmierzch klasycznej męskiej elegancji) „Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że ubranie w stylu każual to współczesny strój przepisowy (ang. dress code).” (Męska elegancja: rys historyczny od XIX w.)

„W Polsce wielu mężczyzn uważa za nobilitujące niewkładanie marynarki i krawata; niechlujne ubieranie się w źle dopasowane spodnie i niewypastowane buty. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że jest to współczesny strój przepisowy (ang. dress code).” (Male Men)

Tu już mamy do czynienia z wyższą szkołą jazdy. Wzięto zdania z dwóch artykułów, delikatnie je skrócono i już wszystko ze sobą współgra. Niestety na tym biegłość plagiatora się kończy – nawet gimnazjaliści wiedzą, że treści powtarzane za Wikipedią trzeba przepisać do wypracowania własnymi słowami, bo inaczej oszustwo będzie zbyt ewidentne. Podobnie jak tutaj, bo przecież wystarczy wkleić niemal dowolne zdanie z rzekomego wywiadu do okna wyszukiwarki, a na samej górze listy pokażą się linki do Szarmanta.

Roman Zaczkiewicz i magazyn Male Men

Co w takim razie zrobić dalej? Jest mi autentycznie przykro, że moja twórczość została w ten sposób wykorzystana. Nie jest to zresztą pierwszy raz. Kiedyś portal LuxLux.pl dokonał plagiatu jednego z moich tekstów. Chciałbym parsknąć śmiechem, ale akurat do śmiechu mi nie jest. Wygląda na to, że Male Men potraktował tytuł „Zmierzch elegancji” zbyt dosłownie. Na razie czekam na wyjaśnienie ze strony redakcji Male Men i innych osób uczestniczących w procesie „twórczym” i redakcyjnym wywiadu.

Aktualizacja tekstu z dnia 23.01.2014 o oświadczenia magazynu MaleMen oraz Roberta Kiełba:

W dniu 21.01.2015 pojawiło się oświadczenie ze strony MaleMen

„Wyjaśnienie redakcji MaleMEN w sprawie publikacji wywiadu z Robertem Kiełbem pt. “Zmierzch elegancji” opublikowanym w 49. numerze magazynu.

Wywiad ze stylistą i historykiem ubioru Robertem Kiełbem został przeprowadzony drogą mailową i odpowiedzi na pytania Kai Burakiewicz, które okazały się być plagiatem, zostały wysłane przez Roberta Kiełba jako jego własne. Wierzyliśmy, że wszystkie wypowiedzi naszego rozmówcy należą do niego, a nie są kopią wpisów z bloga pana Romana Zaczkiewicza. Jest nam niezmiernie przykro, że zostaliśmy wprowadzeni w błąd przez naszego rozmówcę. Nie było naszą intencją podpisywanie cudzych wypowiedzi nazwiskiem osoby, która nie jest ich autorem. Nie mieliśmy wiedzy ani świadomości, że wypowiedzi te są plagiatem. Wyjaśniamy sprawę bezpośrednio z Robertem Kiełbem, z którym współpracowaliśmy przy wielu okazjach i mieliśmy do niego pełne zaufanie. Współpraca z panem Robertem została zakończona. Redaktor naczelny Michał Kukawski wyjaśnia sprawę bezpośrednio z panem Romanem Zaczkiewiczem, którego redakcja magazynu MaleMEN ogromnie przeprasza za zaistniałą sytuację. „

Redakcja MaleMEN

W dniu 23.01.2015 otrzymałem na swoją skrzynkę pocztową oświadczenie ze strony Roberta Kiełba

oświadczenie Robert Kiełb

Po otrzymaniu oświadczenia Roberta Kiełba, MaleMen 23.01.2015 wydał swoje drugie oświadczenie, które opublikował na stronie wraz z zrzutem ekranowym rozmów przeprowadzonych między Robertem Kiełbem a Kają Burakiewicz.

http://www.malemen.pl/oswiadczenie.html

138 komentarzy

Podobne wpisy

Poradnik na Dzień Kobiet

Zbliża się święto, które u wielu mężczyzn wywołuje wątpliwości. Obchodzić czy ignorować? Wręczać paniom goździki czy raczej inne kwiaty? A może trzeba się wykazać większą oryginalnością i same ...

Rola ubioru w debacie politycznej

Komentując ubiór współczesnych polityków, zacząłem się zastanawiać nad historią telewizyjnych debat. Czy dobry garnitur wpływał na decyzje wyborców? Jak w poprzednich latach ubierali się ...

Nie przegap żadnego wpisu! Zapisz się na newsletter e-mail
  • Jan

    Szkoda, od jakiegoś czasu nie kupuję MM. Teraz widzę, że to tym bardziej słuszna decyzja. Odkąd redaktorem naczelnym nie jest Olivier Janiak, pismo niestety stacza się…

    • sopalczynski

      Mam podobne przemyślenia.

      • Ja też jestem zdania, że to był magazyn na wysokim poziomie. Pytanie czy nie jest to problem z grupą docelową, bo ile razy w kioskach pytałem o ten magazyn to zazwyczaj sprzedawcy kręcili nosem, że kiedyś bywał, ale się słabo sprzedawał.

        • Przypuszczam, że projekt był zbyt ambitny.

          • Dobre wywiady, wartościowe treści… może ta grupa docelowa czyta już tylko online? A może facetów nie interesują poważne materiały na swój temat. Czytają co najwyżej Men’s Health czy Logo?

            • Sebo

              Playboya :)

  • babaryba

    Cóż, patrząc na zdjęcia ilustrujące kwestionariusz http://qelement.pl/kwestionariusz-q-robert-kielb ciężko uwierzyć, żeby Robert Kiełb był autorem artykułu potępiającego rozciągnięte podkoszulki ;)

    • Paweł

      Przeczytałem wywiad z p. Kiełbem i na wszelki wypadek wrzuciłem fragment do wyszukiwarki. Na szczęście w wywiadzie z samym sobą pan Robert się nie splagiatował. Uff…

  • Rok 2015 :|

  • Hańba…

  • Łukasz Stępień

    Świństwo. Czekam na dalszy rozwój sytuacji.

  • brzdęk

    Najlepiej zgłosić się do tego gościa http://www.techlaw.pl, on będzie wiedział co zrobić w takiej sytuacji

  • Kamil Mirkowicz

    Draństwo! Czekamy na wyjaśnienia.

  • ale wstyd!

  • Koniecznie informuj o rozwoju sytuacji. Powodzenia w dochodzeniu swoich praw!

  • Przecież to jest zrzynka całkowita. Nawet inspirowaniem bym tego nie nazwał.

    Wiesz co z nimi zrobić… Ja bym nie popuścił i nie zgodził się na jakieś marne przeprosiny.

  • Kazimierz

    Nasuwają mnie się tylko 3 zdania z historii:
    „My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”.
    Proszę działać Panie Romanie. I nie odpuszczać.

    • Myślę, że w takiej sytuacji nie potrzeba wytaczać armat sądowych. Naruszenie jest ewidentne, ale sytuację można zakończyć polubownie. Przeprosiny o określonej treści w wydaniach zarówno papierowym i elektronicznym w mojej opinii to minimum. I piszę to zarówno jako blogerka, jak i prawnik. Maleman i tak już słusznie „oberwał” :).

      • Refreszing .

        Zasadnicze pytanie brzmi: czy wywiad z panem Robertem Kiełbem był opłacony? Zakładam iż nikt dziś nie wykonuje swojej pracy charytatywnie. Tym samym, poza rozwiązaniem polubownym,przeprosinami na łamach gazety/strony, zdecydowanie nie zrezygnowałabym z rekompensaty finansowej za naruszenie prawa autorskich.

      • No, jeszcze należy się przynajmniej wierszówka. x2 a może nawet x3

        • Mateusz M.

          Jeśli wywiad był opłacony, to Pan Robert powinien czuć, że robi coś nie tak.

    • Hohenzollern

      Cat-Mackiewicz?

      • RJ

        @Hohenzollern. Wręcz przeciwnie: Józef Beck.

      • Szynszyla

        Beck.

      • jn

        Oł Dżisys.. opuszczałeś wiele lekcji w szkole

  • Czekamy na wieści. Sytuacja poniżej krytyki.

  • Luk Szweda

    Bez komentarza. Proszę nas informować.

  • Ale że nawet literówek nie chciało im się poprawić? Nie dość, że plagiat (bo to nawet inspiracją nazwać nie można), to jeszcze pójście po najmniejszej linii oporu…Chyba im w tych magazynach kończy się powoli wena… Jestem ciekawa jak zareaguje Male Man.

  • Bulwersująca sprawa. Ale póki nie wiadomo, kto zawinił — czy wydawca, czy autorka, czy sam wywiadowany — średnio można oceniać kogokolwiek.

    • Wydawnictwo będzie można ocenić już dzisiaj po tym, jak zareaguje na informację.

  • Przy tej radosnej okazji pozwalam sobie pozdrowić p.Eryka Mistewicza, Księciunia Twistera – ja również do dziś nie doczekałem się oficjalnej odpowiedzi na jumę mego tekstu do Forbes
    http://www.proto.pl/node/113279

    • „Anna Wittenberg, dziennikarka natemat.pl, w celu konfrontacji wysłała do Mistewicza kilka pytań drogą elektroniczną.” śmiesznie, że akurat ta dziennikarka, bo ona ukradła kiedyś tekst Kominka do naTemat :D

  • Wiedziałem, że prasa robi różne cuda i machlojki, ale żeby aż tak? Tego po MM sie nie spodziewałem. Po niemal każdym czasopiśmie, ale nie po tym.

    W każdym razie – co teraz? Gdzie zgłaszasz sprawę?

  • agt

    A ja jestem… wzruszona.

    Otóż dorośli ludzie publikujący m. in. w inetrnecie w 2015 roku wciąż wierzą, że takie zagranie może nie wyjść na jaw.

    Czy taka dziecięca naiwność nie jest ujmująca?

    A tak na poważnie, to na Twoim miejscu nie bawiłabym się w oczekiwanie na reakcję redakcji, tylko wniosła powództwo. Wierzę, że nie chodzi o kasę, a klasę, ale takie zachowania są niedopuszczalne nie tylko w granicach savoir vivre’u, ale też w rzeczywistości prawnej – i mamy do czynienia z podmiotem, który swoich praw i obowiązków jest świadomy.

    • Nie uprzedzając faktów, sprawa nie zostanie zamieciona pod dywan. Tym tekstem powiedziałem głośno A :)

  • MaleMEN Magazine

    Szanowni Państwo,
    Zajmujemy się wyjaśnianiem zaistniałej sytuacji. Przedstawimy szerszy komentarz możliwie najszybciej.

    • Wydaje mi się, że wszystko zostało wyjaśnione dosadnie. Bardzo słabo Male Men, bardzo słabo.

      • mmm

        No niekoniecznie. Albo dziecięcą naiwnością (jak to koleżanka wyżej ładnie ujęła) wykazała się dziennikarka, albo historyk. Osobiście – jako historyk i dziennikarka – jestem bardzo ciekawa, która ze stron żyje w równoległym świecie.

        • No właśnie. Sprawa nadal zagadkowa. Pytania są aż nazbyt skorelowane z treścią wywiadu. To sieje niepokój u mnie.

          • Zdaje się, że tak dziś wygląda większość wywiadów w pomniejszych serwisach internetowych (ustalanie treści z rozmówcą). Wychodzi na to, że upadek prasy drukowanej zaczyna się od naśladowania kiepskich internetów.

            • Aspagio

              Protestuję. Jestem małym internetowym wydawcą i nasze wywiady są nie tylko nieustawiane, ale też prowadzone w taki sposób, by uzyskać możliwie autentyczną treść.
              Proszę nie wsadzać wszystkich do jednego wora z blogerskimi ustawkami.

              • „Większość” nie oznacza „wszyscy”, więc oburzenie bezzasadne. Nie wrzucam wszystkich do jednego worka, natomiast niestety wiem jak to wygląda w praktyce.

                • Aspagio

                  Oburzenie jest zasadne, bo słowo większość w rozumieniu potocznym rzuca cień podejrzeń na wszystkich. Dlatego warto pokazywać palcem konkretne przypadki, unikając generalizowania.

                  Gdybym napisał:

                  zdaje się, że dziś większość prawników to pazerne szuje”

                  jakbyś się poczuł jako przedstawiciel tej profesji?

                  • Dobrze, nie kłóćmy się o kwantyfikatory — moje doświadczenia są jakie są (wiem też, że sytuację taką wymuszają czasem rozmówcy, a redaktorzy tych serwisów skwapliwie idą im na rękę, bo inaczej nie byłoby rozmowy).

                    Co do prawników — jestem przyzwyczajony do takiej opinii. Zresztą żadna generalizacja nie robi na mnie wrażenia :)

                    • Aspagio

                      Na mnie również, ale nie oznacza to, że zgodzę się na ich używanie. Nie mamy przecież pewności, jak ktoś je zrozumie.

                      Osobiście unikam mediów oferujących „łatwo, szybko i przyjemnie”, jednak dostepność i łatwość obsługi narzędzi do publikacji, sprawiły, że śmieciowych treści narasta i trzeba stosować coraz mocniejsze filtry, by wyłowić wartościowe treści.
                      Co gorsza niski poziom widać nawet w tych mediach, które startując, głośno i szumnie zapowiadały wysoką jakość.

                      Z drugiej strony uczciwie należy przypomnieć, że media zaspokajają popyt. A skoro jest popyt na tanią papkę…

                      Zaś internautów gotowych zapłacić za dobre treści ze świecą szukać.

                    • I to są święte słowa, pod którymi mogę się podpisać wszystkimi dostępnymi rękamy!

  • Ciekawe jak wytłumaczy się pismo…

  • Sebastian Ziach

    Przykre, że żyjemy w czasach, kiedy dziennikarstwo przestało być zawodem z powołania.

    • x

      przykre, że żyjemy w czasach w których przestał istnieć zawód dziennikarza. Teraz to generowanie kontentu.

      • Tu się zgodzę, Brak nam zawodowych dziennikarzy. Dziś każdy myśli, że może pisać.

        • Aspagio

          Dokładnie to samo można powiedzieć o blogerach.

          Nota bene
          Opisać całą sprawę publicznie można ostatecznie, gdy ustalone prawem metody nie działają.

          Po cóż więc ten tekst? Dla wątpliwej sławy?
          Bo mnie on zniechęcił do bloga. Spodziewałem się człowieka z szacunkiem do przyjętych reguł, a zastałem zwykłego krzykacza.

          • viola

            Czy aby pod tym pseudonimem nie kryje się wątpliwy bohater afery?.. Po co tekst???Nie, siedźmy wszyscy cicho , podczas gdy wszelkiego kalibru cwaniaczki będą nas odzierać z naszych dóbr i jeszcze na tym zarabiać, i jeszcze podpisywać swoim nazwiskiem..! ASPAGIO, kimkolwiek jesteś- żenua…

            • Aspagio

              Po to wymyślono normy prawne, by ich przestrzegać.

              Zatem nie wieszamy przestępców bez sądu, nie szkalujemy podejrzanych w internecie, każdy jest niewinny do momentu udowodnienia winy.

              Proszę to sobie łaskawie zapisać, bo w to, że szanowna viola zapamięta, nie wierzę.

              • viola

                A szanowny ASPAGIO (sic!) nie odróżnia publicznego pokazania jawnej nieuczciwości poczynionej wobec własnej osoby od…szkalowania podejrzanych w internecie … Czytanie ze zrozumieniem polecam, bez dorabiania ideologii i przypisywania komuś intencji.
                I takich jak powyższa „złotych myśli” nie warto zapisywać, ani tym bardziej zapamiętywać… No i więcej jednak wiary życzę w swoich potencjalnych chlebodawców.

                • Aspagio

                  Niegodziwością jest negocjować i szkalować jednocześnie.

                  Zrozumiałbym opisanie całej historii, post factum, jako przestrogę, ale jednak z happy endem.
                  Tymczasem tutaj widzę zwyczajne ujadanie pod publiczkę i nijak mi to nie pasuje do kogoś, kto zwie się Szarmantem.

                  To jest dla mnie powód do smutku. Tym się bowiem różni człowiek prawy od rzezimieszka, że przestrzega norm prawnych. ZAWSZE.

                  • BZDETNET

                    Ale jak sam pisałeś przekroczenie norm prawnych może stwierdzić tylko sąd. Na razie więc nikt tu żadnych norm nie przekroczył czyli wszystko w porządalu. Natomiast czynienie z ofiary rzezimieszka (tego co ukradł tekst) podobnego rzezimieszka jest już niefajne. Bardzo.

  • Nie wiem co powiedzieć. Nie wypada gratulować więc chyba trzeba podejść do tej sprawy czysto biznesowo. Jeżeli chodzi o takie ewidentne przypadki to sprawa jest prosta. Jeśli wydawnictwo jest rozsądne, to nie ważne kto zawinił, bez marudzenia biorą to na klatę i kończy się ugodą. Jeśli nie, to wytacza się im proces i od razu składa wniosek o zabezpieczenie przedmiotu sporu. W tak ewidentnych sprawach sąd przychyla się do wniosku, co oznacza dla wydawnictwa ściągnięcie całego nakładu z rynku (kiosków, sklepów itp.). Roszczenie odszkodowawcze to 2-3 krotność tego co w normalnych warunkach wziąłbyś od nich za taki artykuł. Można to załatwić wystawiając im od razu fakturę;) I tak będzie to dla nich tańsze niż wycofywanie nakładu + odszkodowanie. Każda kancelaria weźmie to w ciemno, ale myślę, że są dżentelmenami i nie będziesz zmuszony wytaczać armat. Powodzenia.

    • maonna

      A czemu nie wytaczać armat? Może to by ich czegoś nauczyło.

      • Bo jakoś nie pasuje mi do Szarmanta strzelanie z armat do wróbli;)

      • Bo można przestrzelić — tak zwykle kończy się niepotrzebne eskalowanie emocji, które prowadzi do piętrzenia roszczeń.

  • Robert

    Jestem prenumeratorem MaleMen od samego początku i choć ostatnio pismo ma zdecydowanie zjazd formy to i tak na rynku nic ciekawszego nie było w tej kategorii „wagowej”. Sprawa tego plagiatu to jednak jest już totalna żenada. W moich oczach MM mocno stracił. Szkoda. Za niedługo start polskiej edycji Esquire, a że zerowy numer był obiecujący, więc może będzie alternatywa.

  • KP

    Ludziom przestaje zależeć na treści. Dziwię się autorowi, ale sama widzę jak wiele osób idzie na łatwiznę, byle zrobić szybko. Wtedy można więcej.
    Do niedawna jeszcze byłam redaktor naczelną, bardzo rzetelną, sumienną. Miałam zespół współpracowników, z którymi świetnie mi się pracowało. Niestety wydawca ciągle ciął koszty: najpierw pozbawił mnie kluczowych dziennikarzy, z czasem także pracy. W wydawnictwie pozostali koledzy, którym wszystko jedno, co napiszą. Wywiad? 5 bezmyślnych pytań. Opis produktu? CTRL C+ CTRL V z informacji prasowej. Wydawcy uważają ich za złotych pracowników, bo ci ludzie generują małe koszty, są szybcy, wygodni – jakość nie ma znaczenia. Coraz częściej ambicje można sobie schować do kieszeni. Ważne jest, żeby było coś.

    • ill

      Dokładnie tak!
      Jako copywriter potwierdzam, pracuje się coraz gorzej, liczy się tylko szybko, szybko, szybko i najlepiej jeszcze tanio. 50zł za specjalistyczny tekst na stronę? Pffff, znam takich co piszą za 15!

      • Aspagio

        Ile odsłon generują Twoje teksty?
        Czy czyta je wystarczająco dużo osób, by zarobiły na Twoją pensję?

        Jako wydawca dostaję gnioty, z których przeczytaniem mam problem, są napisane bez ładu i składu, z licznymi błędami tak stylistycznymi jak ortograficznymi. Rekordzistka za taki analfabetyczny bełkot zażyczyła sobie 1500 złotych.

    • Joanna Derehajło

      Redakcje nawet nie wiedzą jaki błąd robią, nie troszcząc się o jakość treści. Widać, że nie zdają sobie sprawy z tego, co będzie za kilka lat. W sumie to z pożytkiem dla czasopism/serwisów/portali, które mają na uwadze przyszłe „trendy” i myślą perspektywistycznie :D

      • I blogerów, którzy też często myślą perspektywicznie.

        • Dokładnie. Jako blogerzy wiemy, że dobra autorska treść to fundament. I paradosalnie widać w tym naszą przewagę.

          • Aspagio

            Nie mogę się zgodzić.
            Blogów z dobrą autorską treścią jest kilkanaście, może kilkadziesiąt.

            Reszta to popłuczyny nastawione na szybki zarobek.

            Co więcej, blogerzy bardzo często krzyczą o kradzieży treści, sami na potęgę kradnąc zdjęcia.

            • Racja! Blogów z „dobrą autorską treścią” jest niewiele. W dobie szybkiego obiegu informacji to czasem jedyny sposób na jakikolwiek zarobek. Zresztą niech każdy „uderza” w swoje wymarzone grono odbiorców (hyhy, każda „blogera” znajdzie swojego amatora). Globalna wioska = do wyboru do koloru! :D

            • Don2

              Raczej nie. Zazwyczaj podają źródła zdjęć, więc nie jest to kradzież. Informacja chce być wolna, należy podawać źródło.

  • Katarzyna Pura

    Z niecierpliwością czekam na rozwój sytuacji…

  • Zastanawiałam się właśnie kilka dni temu czy i kiedy tradycyjne gazety drukowane całkowicie przestaną istnieć, bo czytelnicy przestaną mieć do nich zaufanie… Bardzo przykre, że często mówi się o chciwości i nieuczciwości blogerów – powyższy przykład idealnie dowodzi, że dowolnemu blogerowi jeszcze bardzo daleko do prasy.

  • Kasia Przyborowska

    Chyba redaktor naczelny MM w ramach przeprosin powinien zatrudnić Szarmanta jako specjalistę, a potem sprawdzić jakie konsekwencje prawne płyną z umowy z poprzednim „specjalistą”.
    Dziwne też, że taki szanowany magazyn nie ma korekty, tylko puszcza kopiowany tekst z tymi samymi błędami.
    Panie Romanie proszę nie być pobłażliwym.

  • Sylwia

    Marne to pocieszenie, ale przynajmniej zżynają od najlepszych. :)
    Jestem pod ogromnym wrażeniem Pańskiej klasy i chłodnej oceny tej sytuacji. Oraz tego, że sam zwraca Pan uwagę ta błąd, który popełnił w swoim tekście. Mam nadzieję, że tej klasy nie zabraknie również redakcji MM, która wystosuje odpowiednie przeprosiny i wynagrodzi Panu tę niekomfortową i groteskową sytuację.

  • Eee tam, przecież niektóre przecinki i spójniki zostały przesunięte ;)

    Jestem w szoku. Chyba wrócę do prenumerat ulubionych podróżniczych czasopism i stanowczo wnikliwiej będę się im przyglądać. Za krótko żyję, żeby wiedzieć, że takie rzeczy bywają na porządku dzienym.

  • Myślałem, że takie sytuacje dotyczą jedynie muzyki, grafiki i fotografii. Ciekawy przypadek. Czekam na reakcję redakcji.

  • Koszmarna sytuacja, bardzo dobrze, że powstał na ten temat wpis. Może następnym razem kolejny „kreatywny” twórca zastanowi się dwa razy przed wciśnięciem ctr c + ctr v.

  • Przerażająco smutne.

  • as

    pozwij ich. niekompetencja w tym kraju na każdym kroku. pozdrawiam :)

  • Dobre, dobre.

    Można dopisać do listy z innymi znakomitościami: Jayson Blair, Jack Kelley, Stephen Glass, Janet Cooke. W Polsce też kilka takich kwiatków już było.

  • MaleMEN Magazine

    Wyjaśnienie redakcji MaleMEN w sprawie publikacji wywiadu z Robertem Kiełbem pt. “Zmierzch elegancji” opublikowanym w 49. numerze magazynu.

    Wywiad ze stylistą i historykiem ubioru Robertem Kiełbem został przeprowadzony drogą mailową i odpowiedzi na pytania Kai Burakiewicz, które okazały się być plagiatem, zostały wysłane przez Roberta Kiełba jako jego własne. Wierzyliśmy, że wszystkie wypowiedzi naszego rozmówcy należą do niego, a nie są kopią wpisów z bloga pana Romana Zaczkiewicza. Jest nam niezmiernie przykro, że zostaliśmy wprowadzeni w błąd przez naszego rozmówcę. Nie było naszą intencją podpisywanie cudzych wypowiedzi nazwiskiem osoby, która nie jest ich autorem. Nie mieliśmy wiedzy ani świadomości, że wypowiedzi te są plagiatem. Wyjaśniamy sprawę bezpośrednio z Robertem Kiełbem, z którym współpracowaliśmy przy wielu okazjach i mieliśmy do niego pełne zaufanie. Współpraca z panem Robertem została zakończona. Redaktor naczelny Michał Kukawski wyjaśnia sprawę bezpośrednio z panem Romanem Zaczkiewiczem, którego redakcja magazynu MaleMEN ogromnie przeprasza za zaistniałą sytuację.

    Redakcja MaleMEN

    • martyna

      współczuję Wam – kto by pomyślał że wypowiedzi otrzymane od historyka z UJ trzeba przepuszczać przez google w poszukiwaniu plagiatu. Oj współczuję, pani Kai zwłaszcza. Sama tworzę tylko portalozę i to czasem, ale ZAWSZE rozmawiam z „wywiadodawcami” w czasie rzeczywistym, na skype albo fb, wymyślam pytania na bieżąco i dostosowuję do treści. Może warto.

    • Jacek Szwaj

      Rozumiem zachowanie redakcji. Przepraszam za mocne słowa, ale jak bardzo pozbawionym wyobraźni bytem trzeba być, żeby łudzić się, że tego rodzaju intryga nie ujrzy światła dziennego?
      Zwłaszcza w tak wąskiej specjalności jaką jest męska elegancja. Osoby zainteresowane tematem, prędzej czy później ujawniłyby kłamstwo p. Roberta.
      To tak jakby jakby udawać policjanta podczas zatrzymania przez policję albo z kwadratowym polskim akcentem wmawiać Brytyjczykowi swoje anglosaskie pochodzenie :)
      Dla mnie absurd….

    • Szybko odpowiedzieli, zachowali klasę. Tak trzymać. Oby więcej taki przypadków. Nie ma się co oszukiwać, że takie sytuacje będą miały miejsce. Pan Robert będzie wiedział, że więcej tak się nie robi. Plus dla redakcji.

    • Zenon

      I zupełnie przypadkiem odpowiedź na każde pytanie można było znaleźć na tym blogu? Czy pytania pan historyk też sam sobie zadawał?

      • Hyper

        Logiczne rozumowanie, dokładnie tak. Skopiowana została całość, przez jedną, albo drugą stronę, ewentualnie za porozumieniem stron.

    • trg

      Kiełbie we łbie:)

    • Mateusz M.

      Redakcja powinna teraz ładnie zaprosić RZ na obszerny wywiad i zrobić mu za darmo dobrą reklamę w swoim piśmie. To byłaby fair rekompensata.

      • polakita

        Dokładnie.

  • W taki sposób wokół „Szarmanta” zrobi się teraz dużo szumu i sporo osób o nim usłyszy. Na pewno więcej, niż gdyby magazyn zwyczajnie poprosił autora bloga o wywiad. MaleMen paradoksalnie nie mógł dla tego bloga zrobić chyba nic lepszego, niż wywołanie takiej afery.

    A że dla nich to strzał w stopę? Życie.

    • Joanna Derehajło

      Dokładnie! Blog Szarmant poniekąd będzie z tego czerpał „profity”, zapewne w przyszłości. Na miejscu innych redakcji zapronowałabym mu współpracę ;D :D Ciekawe która będzie pierwsza :D LOL

  • Nigdy nie zrozumiem jednej rzeczy – jak mocno trzeba być głupim, kradnąc czyjąś twórczość i wierzyć w to, że się nie wyda…

  • Ewidentny plagiat. Umiejętność opowiadania czy opisywania tematów często jest cechą indywidualną i talentem zatem tu ktoś swobodnie i żenująco sobie z tego skorzystał. Sprawa nadaje się do sądu. Z tego co wiem aby nie było plagiatu dzieło musi się różnić w ok. 30 procentach. Czy tu znajdziemy chociaż pięć?

  • Żałosne, jak widać nie można ufać ludziom…

  • Ja tego naprawdę nie rozumiem. Bez przerwy słyszę o plagiatach, a ludzie dalej się nie nauczyli, że tak po prostu się nie robi.
    Najbardziej zszokował mnie plagiat książki. Dziewczyna skopiowała treść z czyjegoś bloga i wydała książkę. A wydawnictwo tego nie zweryfikowało…

    • Jacek Szwaj

      Ja też nie rozumiem….ale wiem, że czasami to się nawet opłaca….kara wymierzana przez sądy jest często nieadekwatna do czynu. Grunt, żeby mówili…

  • Michał

    Panie Romanie,
    czy podzieli się Pan z nami swoim zdaniem na temat wyjaśnienia redakcji Male Men?

  • Amando

    ciekaw jestem czy agencja Roberta Kiełba napisze jakieś oświadczenie… https://www.facebook.com/LAFPRODUCTION

  • Jacek Szwaj

    Jako muzyk, doskonalę rozumiem problem kradzieży własności intelektualnej.
    Radzę walczyć i nie odpuszczać, gdyż brak zasadnej reakcji, w praktyce oznacza przyzwolenie na ten proceder….

  • A ja się cieszę, dzięki tej „aferce” znalazłam twojego bloga :)

    • Zapraszam do czytania :)

    • Anna

      Tak samo ja- /wszystko przez komentarz Freestyle Voguing/ i już podsuwam mężowi ;) czyli nie ma tego złego…;)

  • B.B.

    Witam. Jestem kobietą i mimo, iż MaleMEN jest pismem skierowanym do mężczyzn, bardzo lubiłam czytać tę gazetę. Jako, że prasę i książki uznaję tylko w wersji papierowej, kupowałam ją przez prawie dwa lata. Ceniłam za styl, teksty, wywiady, no i wspaniałe zdjęcia. Pierwszy numer po zmianach w redakcji był ostatnim przeze mnie przeczytanym. Coś było nie tak, poziom gazety spadł- może nie drastycznie, ale zauważalnie. Przypadek, który Pan opisuje jakoś mnie nie dziwi, a jedynie sprawia, że teraz już na pewno przestanę się zastanawiać czy może jednak skusić się na kolejny numer.

  • gosc

    Kiełb i Burakiewicz. Co tu więcej dodawać:)

  • wozniacki

    JAWNA KPINA.

  • Grzegorz Karwaszewski

    Jest jeszcze inny wywiad (dotyczący trenczy), przeprowadzony też przez tą samą dziennikarkę z panem Kiełbem – który również nosi znamiona plagiatu. Przypadek?

    • W tym poprzednim pewnie badali na ile mogą sobie pozwolić, teraz poszli po całości.

  • Och, Drogi Autorze, ja byłbym szczęśliwy i radosny! Wszakże tak na wyrywki, w całości, i z taką dokładnością cytuje się zapewne tylko Biblię, parę innych ksiąg świętych i wypowiedzi Buddy. Jestem skłonny przyjąć wersję, że Twoje opinie stoją na tak wysokim poziomie, że na pamięć trzeba się ich uczyć, na pamięć! ;)

  • anna

    Ja jestem zbulwersowana takim plagiatowaniem, mysle, ze Pan powinien ubiegac sie o honorarium autorskie, to w koncu Pan napisal ten artykul. A kopistom mozma zaplacic za przepisanie strony…

  • Jezu jaka żenująca wtopa! Na poziomie gazetki szkolnej. Zero tolerancji dla głupoty i braku profesjonalizmu – do sądu z nimi !

  • Jeszcze jeden komentarz – najwięcej na tym zamieszaniu zyska autor bloga. I dobrze.

  • Chciałbym
    podziękować za głosy wsparcia jakie otrzymałem od Was w przeciągu
    ostatnich 24h. Wiele dla mnie znaczą i pokazują siłę jaka jest w Nas. W
    międzyczasie kilkanaście osób pisało do mnie opisując swoje przykre
    doświadczenia z plagiatem. To pokazuje, że mój przypadek to niestety
    tylko czubek góry lodowej. Plagiatowanie w Polsce jest powszechną
    czynnością i niewiele osób coś z tym robi. Część z
    Was pyta mnie co dalej uczynię? Nie zamierzam uprawiać polowania na
    czarownice. Myślę, że zarówno Male Men jak i Robert Kiełb wizerunkowo
    już bardzo dużo stracili (prawdopodobnie słusznie bo jednak plagiat
    był), ale kopanie leżącego nie jest w moim stylu. Male Men wczoraj
    przeprosił mnie na fan page oraz bezpośrednio w rozmowie telefonicznej z
    redaktorem naczelnym Michałem Kukawskim. Doceniam gest i szybką reakcję
    Magazynu. Jednocześnie odnoszę wrażenie, że po oświadczeniu Male Men
    odbył się jednostronny sąd nad Robertem Kiełbem. Nie daliśmy mu prawa do
    obrony, nie wysłuchaliśmy jego wersji wydarzeń. Szkoda, że tak długo
    milczy. Myślę, że do otrzymania zapowiadanego oświadczenia (http://bit.ly/1Jd5VY3)
    powinniśmy się wstrzymać z ferowaniem dalszych wyroków. Wymaga tego od
    nas zwykła ludzka godność. Ja swoje dalsze kroki podejmę po zapoznaniu
    się z jego oświadczeniem.

  • Michał Możejko

    Na gazetę.pl zawsze można liczyć. W pewnym momencie przechrzcili Pana na „Zaczyńskiego”;)

    http://metro.gazeta.pl/Wydarzenia/1,126477,17293854,Zamieszanie_w_swiatku_mody__Wywiad_w__MaleMen__to.html

  • OxonChCh

    Mam nadzieję że MaleMen będzie w stanie przeprosić Pana Romana nie tylko na jego blogu, ale również w swym „czasopiśmie” (jakkolwiek to już się zwie), gdzie ich czytelnicy zobaczą za co tak naprawdę płac(z)ą.
    Dopiero wtedy, według mnie, sprawa będzie mogła pójść w zapomnienie bez
    żądnych komplikacji.

  • Bronek

    Panie Romanie!
    To jeszcze poprosimy o informację w co dokładnie jest pan ubrany. Do zdjęcia z fochem, jak na załączonym obrazku, też się można ubrać z klasą.

  • Pan Matty

    Katastrofa. To jest żart i proszę nie dać sobie wmówić, że coś było nie tak, jak być powinno i się stało niechcący. Własność intelektualna to własność, ja bym nie odpuścił, przykro mi Panie Romanie. Proszę z tym coś zrobić, bo jak jeden zgapił i nie poniesie konsekwencji, to znajdzie się drugi i Pana teksty będą nie w jednym, a 10 magazynach modowych. Jestem OBURZONY, pozdrawiam, Pan Matty

  • Panie Romanie – jest już rok 2015 ;-) nie 2014
    A na serio jako prawnika zastanawia mnie sposób działania redakcji MM, bo na chwilę obecną mamy przerzucanie się oskarżeniami (wyjaśnienia p. Kiełba, że wysłał tylko „linki referencyjne” też są nieco dziwne), a efekt dla Szarmanta (no, może poza wzrostem popularności) niewielki.

  • Kamil Mirkowicz

    Kolejne oświadczenie MM: http://www.malemen.pl/oswiadczenie.html

    • No i cóż: Robert Kiełb „szukał” i „sklejał”, a „dziennikarka” nie sprawdziła jak bardzo to jest sklejane…

      Porażka obustronna, Malemen powinien podziękować za współpracę zarówno Kiełbowi jak i Burakiewicz.

  • Katarzyna Pura

    dzieje się:D

  • To niepojęte!

  • Pstry

    Na stronie MaleMen nic już nie ma. Posprzątali i zostawili lakoniczne wytłumaczenie. A chciałem zobaczyć te zrzuty…

  • enerde

    Nie ośmieszaj się człowieku! [to do Kiełba] Jeśli przesyłał teksty z bloga jako referencje, po co zmieniał czasami szyk wyrazów, albo dokonywał minimalnych zmian?

  • D.K.

    Ja to widzę całkiem inaczej! To, że autor bloga jest cytowany/kopiowany/plagiatowany, czy jeszcze inaczej to nazywając, to bardzo mocno dodaje mu wartości jego wpisom/tekstom/wiedzy itp. To nie badania naukowe, w którym ktoś napisał na podstawie innych badań kogoś innego, że zmieszał składnik X ze składnikiem Y i wyszło super Z. Np. lek na raka. Oczywiście jest pewien niesmak w takiej sytuacji, ale wydaje mi się, że takie „ciężkie” i „radykalne” adwersowanie tego jest na granicy bufonady. Romanie – jesteś jednym z trzech najbardziej rozpoznawalnych blogerów w Polsce (obok Mr Vintage i Macaroni Tomato – niektórzy już go tak nie kwalifikują i chyba słusznie) i powinieneś być ponad to. To nie jest przyzwolenie na plagiatowanie, ale i tak Twoi fani podejdą do tego z należnym dla Ciebie szacunkiem. Jesteś Wielki i nie musisz tego bronić przez negacje – Ty straciłeś najwięcej wizerunkowo, bo ty jesteś tylko tu znany.

  • spec

    Takie rzeczy załatwia się w białych rękawiczkach za kulisami.
    1.Wysyłamy fakturę wystawioną za umieszczenie wpisu z bloga w formie artykułu w mediach elektronicznych i drukowanych bez prawa do odsprzedaży.
    2. W liście prosimy o sprostowanie w następmym wydaniu a w internecie poprawienie, kto jest prawdziwym autorem.
    3. Podajemy nieprzekraczalne terminy na powyższe.
    4. Grzecznie czekamy na rzwoj wydarzen. Prawdopodbnie skonczy siezgodnie z prosba.

  • Żwirek

    Proszę koniecznie wejść na drogę sądową. W czasach „dostępu do wszystkiego” coraz częściej zdarzają się podobne kradzieże a złodzieje sądzą, że są bezkarni!