Tydzień prezentów w Zack Roman - codziennie 20% rabatu na jedną wybraną kategorię! Obserwuj nasz profil na FB oraz nasz sklep!

Zapisz się do newslettera!

Granatowa bosmanka, czyli kurtka marynarska

Listopad 26, 2017
17 komentarzy

Jest praktyczna i komfortowa, jak kurtki sportowe. Ale ma klasyczny, szorstki styl, niemożliwy do podrobienia. Skąd się wzięła bosmanka i jak ją nosić?

Już od dłuższego czasu zastanawiałem się nad bosmanką. To rzecz o wyrazistym charakterze, przywołująca skojarzenia z ciężką i ekscytującą służbą na okręcie. Kurtka marynarska dodaje nam nieco nonszalancji, dlatego warto się jej przyjrzeć z bliska. W tym artykule przedstawię pochodzenie bosmanki i jej główne zalety. Podpowiem też, z czym ją nosić.

Bosmanka – po angielsku peacoat – jest interesująca o tyle, że sytuuje się na pograniczu stylu każualowego i bardziej eleganckiego. Kiedy wymienia się klasyczne męskie okrycia, czasem zapomina się o tej kurtce. Mimo to nie brak i w Polsce zwolenników bosmanki. Dlaczego? To wyjątkowa kurtka przejściowa, bo z powodzeniem można ją łączyć zarówno z wytartymi jeansami, jak i z garniturem.

Mimo wszystko ja sam bosmanki do tej pory nie nosiłem. Stali Czytelnicy dobrze wiedzą, że od lat mam szczególne upodobanie do dłuższych, bardziej formalnych płaszczy. W tym roku zaowocowało to pierwszą kolekcją okryć wierzchnich ZACK ROMAN. Płaszcze o tradycyjnych proporcjach, sięgające kolan, wyglądają efektownie i bardzo sprzyjają męskiej sylwetce. Ale przecież zdarza się, że wolimy włożyć krótszą i lżejszą kurtkę przejściową. Taką, w której wygodnie siedzi się w samochodzie czy w tramwaju.

W takich sytuacjach coraz więcej mężczyzn zakłada kurtki techniczne, które oczywiście mają swoje zalety. Ale są znacznie mniej formalne od ponadczasowej bosmanki.

Historia

Dzieje tej kurtki sięgają zapewne XVIII wieku, kiedy w Europie Zachodniej pojawiły się okrycia w zbliżonym fasonie. Rozpropagowaniem bosmanki chwali się firma Camplin, w II połowie XIX wieku szyjąca dla British Navy, ale tę wersję trudno potwierdzić. Niezależnie od tego, komu zawdzięczamy krótki wariant marynarskiego płaszcza (jakim de facto jest peacoat), był to na pewno ktoś z głową na karku. W tak powstałej kurtce łatwiej było wspinać się i wykonywać inne czynności, przy których przeszkadzały długie poły tradycyjnych okryć.

Marynarz US Navy na Islandii, 1953 rok. ŹRÓDŁO

Bosmanka sprawdziła się na tyle, że weszła do użytku w wielu armiach. Stała się emblematyczna zwłaszcza dla brytyjskich i amerykańskich marynarzy, ale swoje warianty mieli również Francuzi, Niemcy, Sowieci… Również tzw. półpłaszcz polskiej Marynarki Wojennej przypomina peacoat. Od brytyjskich i amerykańskich fasonów różni się kieszeniami – u Anglosasów stosuje się przeważnie cięte pionowe, u nas poziome z patkami.

Robert Redford na planie filmu „Trzy dni kondora” (1975)

Bosmanka wzięła udział w obu wojnach światowych i to pod różnymi banderami. Później zaczęła stopniowo wychodzić z użycia na okrętach, zastępowana przez okrycia z tkanin technicznych. Na przestrzeni dekad krój, materiał i inne detale nieco się zmieniały. Ale podstawowe elementy bosmanki pozostają takie same jak w XIX wieku.

Zalety bosmanki

Cechy wyróżniające tę kurtkę są zarazem jej głównymi zaletami. Tradycyjnie bosmanka jest wykonywana z grubej tkaniny wełnianej w kolorze ciemnogranatowym. Wprawdzie Sowieci stosowali również materiał czarny, ale po pierwsze nie chciałbym się do tej tradycji odwoływać, a po drugie czarna kurtka jest mniej uniwersalna. Granat pasuje do spodni w niemal każdym kolorze i wpisuje się bez problemu w dzienną paletę barw. Trzeba jeszcze dodać, że kurtka wełniana prezentuje się bardziej szykownie niż okrycia z materiałów syntetycznych.

Krótka kurtka tworzy formę zbliżoną do kwadratu, dlatego idealnym wyborem stylistycznym są dwa rzędy guzików. Urozmaicają przody kurtki i wyszczuplają optycznie sylwetkę, podkreślając pionowe linie. Wojskowe peacoats w okresie II wojny światowej i wcześniej miały często aż 10 guzików na przodach. Te wykonywane na użytek cywilny mają przeważnie 8 lub 6 guzików.

Tradycyjne guziki US Navy

Popularne są guziki metalowe – w kolorze złotym, srebrnym lub szarym. Zazwyczaj ozdabia je tłoczenie przedstawiające kotwicę i linę, koronę, orła, armaty lub inny motyw nawiązujący do militarnych korzeni bosmanki. Tego rodzaju detal może być wspaniałym urozmaiceniem garderoby. Ale do bosmanki pasują także płaskie guziki z rogu i innych materiałów.

Z pionowymi liniami wyznaczanymi przez guziki koresponduje kształt kieszeni. Łatwo w nich ogrzewać ręce, chodząc albo siedząc.

Kolejnym wyróżnikiem bosmanki jest sztormowy kołnierz. Powinien być dość szeroki, by osłonić kark, szyję i część twarzy przed zimnym wiatrem. Przy okazji jego ładny kształt przyciąga oko.

Wszystkie wymienione elementy tworzą spójny styl peacoat. To prosty fason, w którym wszystko jest dobrze przemyślane.

Bosmanka Zack Roman

Tworząc moją własną bosmankę, postanowiłem trzymać się blisko wojskowych wzorców, nadałem jej jednak bardziej elegancki charakter. Zdecydowałem się na taliowany krój z wąskimi rękawami. Bosmankę Zack Roman można oczywiście narzucić na marynarkę, ale dobrze leży również na samym swetrze.

Zależało mi przede wszystkim na tym, żeby sylwetka wygląda szczupło i dynamicznie. Chciałem zaproponować coś, co miałoby wyraźnie inny, bardziej nowoczesny styl niż ciężkie w odbiorze półpłaszcze z demobilu. Z tego też powodu zdecydowałem się na dyskretne guziki rogowe.

Bosmanka Zack Roman została uszyta z tkaniny od słynnej firmy Abraham Moon. To duma angielskiego hrabstwa West Yorkshire – jej początki sięgają 1837 roku! W ofercie Moon’s są tkaniny dedykowane właśnie do szycia peacoats. Wybrałem niezawodną, 100-procentową wełnę o gramaturze 540/mb. To idealna grubość na kurtkę przejściową, doskonale sprawdzi się zimą jako kurtka do prowadzenia auta. Przy większych mrozach konieczny będzie gruby sweter.

Jak nosić bosmankę?

Kurtka marynarska wygląda dobrze z półformalnymi garniturami czy zestawami koordynowanymi. Flanele, tweedy czy po prostu grubsze, strukturalne wełny dobrze współgrają z takim okryciem. Z bardziej oficjalnymi garniturami lepiej nosić dłuższe i bardziej eleganckie płaszcze.

Jeśli chodzi o bardziej swobodne zestawy, to bosmankę warto łączyć ze spodniami z flaneli, sztruksu, moleskinu czy nawet z denimu. Wybór jest szeroki. Należy tylko pamiętać, by mniej więcej zharmonizować grubość materiałów, jakie nosimy.

Ponieważ ciemnogranatowa kurtka marynarska to dominujący element ubioru, można ją wykorzystać jako punkt wyjścia do zabawy z jaśniejszymi kolorami. W mojej sesji widzicie szare spodnie z flaneli i biały golf, ale można by pójść jeszcze o krok dalej. Peacoat współgra ze spodniami żółtymi, pomarańczowymi, czerwonymi… Nawet jaskrawe kolory są równoważone przez ciemny granat i dzięki temu nie wyglądają krzykliwie, stanowią pożądane urozmaicenie.

Tradycyjnie towarzyszem bosmanki jest golf, który efektownie wygląda w otwartym kołnierzu kurtki. Właśnie na taki wybór się zdecydowałem, bo Czytelnicy są już przyzwyczajeni widzieć mnie pod krawatem. Czasem trzeba coś zmienić.

Chyba nie muszę przekonywać Czytelników do bosmanki. To tym bardziej użyteczny element garderoby, że w ostatnich latach da się zauważyć zmiany klimatu – zimy nie są tak mroźne jak dawniej i coraz więcej mamy dni, gdy temperatury utrzymują się na poziomie paru stopni powyżej zera. Właśnie przy takiej pogodzie bosmanka może być wygodniejsza od długiego płaszcza. Ale oczywiście kurtka nada się także na poważniejsze chłody, zwłaszcza w połączeniu z grzejącym swetrem z wełny merynosa.

Pewnym problemem w Polsce było znalezienie kurtki marynarskiej najwyższej jakości – zainteresowani musieli przetrząsać secondhandy albo zamawiać u cenionych producentów z Wielkiej Brytanii albo z Włoch. Chciałem wypełnić tę lukę, bo to przecież fenomen! Ze świecą szukać drugiej kurtki, która równie dobrze pasuje do błyszczących trzewików i do żółtych traperów. Bosmanka jest tylko jedna.

Tylko dziś w sklepie online specjalna cena bosmanki z okazji Cyber Monday – 1970 zł zamiast 2190 zł.

Fot. Maciej Cioch

Korzystałem m.in. z następujących materiałów:

Mr. Vintage – Bosmanka

Gentleman’s Gazette – The Peacoat Guide: History, Sizing & Where To Buy

17 komentarzy

Podobne wpisy

Poradnik na Dzień Kobiet

Zbliża się święto, które u wielu mężczyzn wywołuje wątpliwości. Obchodzić czy ignorować? Wręczać paniom goździki czy raczej inne kwiaty? A może trzeba się wykazać większą oryginalnością i same ...

Polskie ikony stylu I: Bohdan Tomaszewski

Gentleman w zestawie klubowym. W piątek 27 lutego 2015 odszedł Bohdan Tomaszewski, człowiek, od którego warto było uczyć się stylu i elegancji. Wymieniłem go w ostatnim wywiadzie dla ...

Nie przegap żadnego wpisu! Zapisz się na newsletter e-mail
  • Damian

    Panie Romanie, czy będzie jeszcze dostępna bosmanka w rozmiarze 44 ? Nie zdążyłem zamówić, a rozmiar szybko zniknął.

    • Sprawdzimy jeszcze jutro czy na pewno nie mamy, ale nie planujemy kolejnych doszyć tej zimy. Na pewno będzie na następną ;) Może 46? Dla przykładu – ja noszę marynarki 46, ale bosmankę – 48.

      • Damian

        Z moją klatą 92cm mam wątpliwości co do rozmiaru 46, ale może niepotrzebnie ? Przy okazji jeszcze zapytam, dlaczego zdecydował się Pan na lżejszą tkaninę niż klasyczny Melton 850g ?

        • Ja mam w klatce 91 cm :) 44 będzie dla Pana na pewno zbyt ciasne! Proszę śmiało brać 46. Ja lubię nieco luźniej więc noszę 48. Wybrałem tkaninę oznaczoną przez producenta jako pea coat – ma bardzo charakterystyczną fakturę twillową. Kurtka jest wystarczająco ciepła na zimę w mieście, chyba że planujemy bardzo długie spacery w mrozie.

  • Artur Adamski

    Świetne zdjęcia. Doskonały zestaw.

  • Gregor

    Pojawiam się o dłuższej nieobecności na Twoim blogu. Osobiście czuję ogromną satysfakcję, że przekonałeś się do bosmanki, która stała się nieodzownym elementem mojej garderoby zimowej.

  • Gregor

    Dziękuję Tobie, że konsekwentnie tutaj używasz polskiego nazewnictwa niektórych elementów garderoby męskiej. Fakt ten nie dotyczy tylko „bosmanki” (ang. pea coat), ale choćby i i również tzw. swetra z serkiem, który z niewiadomych dla mnie względów marketingowych przybiera wszędzie w naszych sklepach dość dziwaczną nazwę -V-neck (nietrudno domyślić, że niektórzy marketingowcy założyli, że anglojęzyczne „V-neck” brzmi bardziej „światowo” aniżeli „plebejsko” brzmiący „sweter z serkiem” Czyżby szyja w kształcie litery „V” (sic!)- ot, taki żart. Wybacz mi drogi Romanie, ale nasz język ojczysty jest na tyle finezyjny , że nie musimy koniecznie na każdym kroku używać obcojęzycznej pisowni . Dlatego tez nigdy nie przekonam się do tej pretensjonalnej maniery używania na każdym kroku anglicyzmów wobec mody męskiej, skoro w naszym ojczystym języku mamy ich własne odpowiedniki. Jak dla mnie „duffle coat” będzie ZAWSZE budrysówką, zaś „chesterfield coat”- dyplomatką, a „cardigan”- swetrem rozpinanym.

    • Łukasz Łoziński

      Włączam się jako redaktor odpowiadający za poprawność językową na tym blogu. W pełni podzielam Pańskie przywiązanie do polskiego nazewnictwa. Z drugiej strony muszę zwrócić uwagę, że kultura ubioru nie jest u nas bardzo rozwinięta i wiele fachowych określeń wzbudza u odbiorców wątpliwości. Dlatego też staramy się na blogu podawać różne nazwy, także te źródłowe – angielskie, włoskie itd. W tym artykule obok bosmanki pojawia się kurtka marynarska i peacoat – po to, by upewnić Czytelnika, że to wszystko różne nazwy tej samej rzeczy. Ponadto podanie w tekście nazwy peacoat ułatwia odbiorcy wyszukanie czegoś więcej na ten temat w angielskich źródłach. Zgadzam się, że epatowanie angielszczyzną jest pretensjonalne. Potwornie wyglądałoby zwłaszcza zdanie typu: Na zimę polecam peacoat albo duffle coat, a na formalne okazje chesterfield. Pozdrawiam.

      • Gregor

        Panie Łukaszu. Cieszę się, że jako redaktor przykłada Pan dużą wagę do poprawności językowej. Oczywiście zdaję sobie sprawę z faktu, że odwołanie się do oryginalnego nazewnictwa ubioru posiada spory walor edukacyjny, gdyż często poznajemy tutaj kontekst historyczny i/lub społeczny w jakim on powstawał oraz, co równie istotne – pozwala na poszukiwanie na jego temat informacji w obcojęzycznych źródłach. Jak słusznie pan zauważył, to nadmierne epatowanie angielszczyzną jest nad wyraz pretensjonalne. Czy wszędzie muszą szczypać nas po oczach takie angielskie slogany jak: np. „slim fit” Jeszcze kilkanaście lat temu nawet celebrycie o wątłej posturze nie przyszłoby tak zapytać się ekspedientki o odzież dla osób szczupłych. gdyż to stawiałoby go w w nad wyraz niezręcznej , a wręcz komicznej sytuacji. A tak dziś zamiast sklepów firmowych mamy na każdym kroku „outlety”, aczkolwiek często nie mają one nic wspólnego z daną marką., natomiast za „obowiązkowy zestaw w szafie” służy nam wyświechtane „must have”. Ubranie nieformalne to oczywiście „każual” , czyli spolszczony”casual” (powiem bez ogródek, że rani moje serce ten „potworek ” językowy). Przykładów epatowania angielskimi sloganami można podać bez liku. No cóż, nie mam wyjścia i…… niestety muszę pogodzić się z tym, że amerykanizacja naszej kultury stała się już nieodwołalnym faktem, ale czy w tym zmasowanym imporcie wzorów kulturowych,które nad wyraz czesto nie odwołują się w żaden sposób do polskiej historii i kultury, nie zagubimy naszej tożsamości narodowej.

  • Maks Arciszewski

    Zdjęcie marynarza Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych na Islandii publikowane jako drugie przeczy jakoby tylko bosmanki szyte na użytek cywilny miały przeważnie 8 lub 6 guzików.
    Ilość guzików zależna była i jest wyłącznie od obowiązujących w danym czasie/epoce przepisów wojskowych dot. umundurowania. Inna jest ilość guzików w bosmankach szytych do II WŚ i w czasie jej trwania, a inna w latach powojennych. Poza tym stosowano dwie różne tkaniny wełniane – wełnę Kersey i Melton, które różnią się gramaturą i wynikało to także z przepisów obowiązujących w danym okresie.
    Regulaminowy kolor to nie tylko granat ale także tzw. midnight blue, czyli granat wpadający w czerń i w świetle dziennym faktycznie do złudzenia przypominający czerń
    .
    P.s. Mam dwie regulaminowe bosmanki marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych. Jedna z 1972 roku i kolejna z 1989 roku. Te półpłaszcze są nie tylko wieczne, ale niewiarygodnie ciepłe i wygodne. Jeżeli ktokolwiek poszukuje bosmanki z czystym sercem polecam właśnie bosmanki z demobilu, bo tylko one mają przysłowiowy sznyt oczekiwany od bosmanki. Z pozdrowieniami, Maks.

    • Łukasz Łoziński

      Dziękujemy za uwagi. Użyte w tekście sformułowanie, że bosmanki wojskowe mają zazwyczaj 10 guzików, rzeczywiście może wprowadzać w błąd. Jak wynika z linkowanego pod artykułem tekstu Schneidera, byłoby to prawdą w świecie anglosaskim w czasach II WŚ i wcześniejszych, później już nie bardzo. Zmienimy tekst w taki sposób, żeby nie wywoływał nieporozumień.

  • Maks Arciszewski

    Usuwanie postów sygnalizujących ignorancję autora i błędy merytoryczne w publikacji to takie niemęskie. Powodzenia ;)

    • Nikt niczego nie usunął. Proszę wskazać gdzie jest błąd w tekście

      • Maks Arciszewski

        Mój wcześniejszy wczorajszy post zniknął kilkanaście minut po publikacji a dzisiaj jest poniżej. Niezrozumiałe i ze swojej strony przepraszam za aluzję, że został usunięty.

  • dd

    Witam, czy kiedyś planujecie państwo płaszcz w kolorze bordo, burgund?

  • Avarati

    Powiem trochę od babskiej strony frontu, że rewelacyjnie służą Panu takie połączenia kolorów, fasony no i ubrania. Ma pan naprawdę dobre wyczucie :) A sesja jest naprawdę świetna, zimne, surowe tło nie rozprasza tego, co jest najważniejsze.

    Natomiast bosmanka to jedna z najfajniejszych rzeczy do ubrania na chłodniejsze dni :) To chyba najczęściej używana przeze mnie kurtka poza skórzaną ramoneską. Co prawda jest to niestety pół-wełna, ale na pewno zaopatrzę się w taki sam fason, jak ta się rozleci :)

    Pozdrawiam :)